West Ham – Everton 0:2

W sobotę wieczorem zagrały ze sobą zespoły, w które zainwestowano już wielkie pieniądze, ale do wielkości brakuje im sporo. Everton i West Ham traciły w tym sezonie punkty przeciwko rywalom o znacznie mniejszym potencjale i dlatego w walce o puchary raczej już nic nie osiągną. Był to więc mecz przede wszystkim o lepszą pozycję trenera przed kolejnym sezonem – i wygrał go Silva.

Goście od samego początku grali znacznie lepiej i ustawili sobie w niej cały mecz. Przed przerwą mogli strzelić przynajmniej pięć bramek, ale kilka razy swój zespół świetnie ratował Fabiański. Zagrożenie dla jego bramki brało się z tego, że w środku pola Everton miał przewagę i wymieniał tam szybko podania, a następnie grał piłkę na skrzydło (najczęściej prawe, do Richarlisona), co zupełnie dezorganizowało obronę gospodarzy. W środku pomocy, bez Noble’a, bardzo słabo z kryciem radzili sobie Rice i Obiang. Dobrego słowa nie można też powiedzieć o obronie. Bardzo dobry mecz zagrali Sigurðsson i Gomes – i gdyby ich forma była stabilna na takim poziomie przez cały sezon, zespół Silvy w tabeli były o kilka miejsc wyżej.

Pierwszy gol padł w 5. minucie po dośrodkowaniu Sigurðssona z rogu. Zouma przeskoczył Cresswela i Obianga, którym jakby nie chciało się walczyć w powietrzu, i z 12 metrów wpakował piłkę w „okno”. Przez kolejny kwadrans Fabiański był stale w opałach, jego obrońcy nie wiedzieli, co się dzieje, a na boisku rządzili pomocnicy Evertonu. Gol na 0:2 padł dopiero w 33. minucie, kiedy Coleman z Richarlisonem pięknie rozegrali piłkę na prawym skrzydle, Irlandczyk dośrodkował a w środku niepilnowany był Bernard, któremu pozostało z kilku metrów dopełnić formalności.

Po przerwie Pellegrini zmienił Obianga i Péreza, którzy jak najbardziej sobie na to zasłużyli. Wejście Antonio i Hernandeza zmieniło bardzo niewiele. Nadal w środku pola rządził Everton, Snodgrass i Lanzini piłkę mieli przy nodze od święta – i zwykle szybko ją gubili. Podobnie Arnautovic, który jeśli już dostał podanie, był z przodu osamotniony i szybko pacyfikowany przez Keane’a i Zoumę. Było to zasługą także Bernarda i Richarlisona, którzy wracali za każdą akcją na swoją połowę i nawet odbierali przeciwnikom piłkę.

W sumie druga połowa była znacznie gorsza od pierwszej a jeśli już ktoś miał szanse bramkowe, to goście. Dobrze grał Calvert-Lewin, który w odpowiednim momencie zgrywał na boki, cofał do Sigurðssona lub dryblował albo strzelał. Być może ten mecz pomoże trenerowi Silvie w końcu ustalić pewniaków na każdą pozycję – szczególnie w ataku i obronie, gdzie próbował już bardzo wielu konfiguracji. Tym razem na ławce mecz zaczęli: Mina, Baines, Walcott, Tosun, Lookman.

Podobne zadanie ma trener Pellegrini. Po pierwszym sezonie pozytywem jest to, że West Ham dość wcześnie przestał grać o utrzymanie. Właściciele, którzy wyłożyli pieniądze na transfery i opłacają piłkarzy, z których wielu prezentuje po prostu niski poziom, na pewno oczekiwali więcej. Zapewne i tego lata Pellegrini będzie potrzebował kilku drogich transferów.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: