Manchester United – Everton 2:0

W tym meczu wszyscy spodziewali się wielkiego rewanżu MU na Evertonie, który w dużym stopniu przyczynił się do utraty tytułu (poprzez remis 4:4 w końcówce) na rzecz MC. Szkot Ferguson zamiast nakręcania swoich graczy na zemstę, zagrał oszczędnie i oczywiście zrewanżował się, ale także zostawił swój zespół w miarę wypoczęty przed meczem z Realem w LM.

Everton za to grał bardzo rozrzutnie. Gdyby goście w tym samym stopniu co MU wykorzystywali swoje umiejętności i zaangażowanie, wygrali by z pewnością. W pierwszej połowie przez długi czas przeważali, grając bardzo ładną i płynną piłkę. Brakowało jednak gracza, który wykończyłby ich akcje. Fellaini był dobrze pilnowany przez swojego “plastra” Jonesa, Anichebe jak zwykle potrafił się przepchnąć ale gubił piłkę lub podawał niecelnie. Osman, Gibson i Mirallas dobrze rozgrywali, ale nie odnajdywali się pod bramką De Gei, natomiast Pienaar po prostu nie miał swojego dnia.

Gospodarze mieli też sojusznika w osobie Heitingi. Holender zagrał ze względu na kontuzję Distina, i po raz kolejny w tym sezonie pokazał, że jest w słabej formie. W 13. minucie walnie przyczynił się do straty gola, kiedy niepotrzebnie zszedł na lewy bok i zgubił Giggsa – który bezbłędnie to wykorzystał. Potem MU celowo oddawał inicjatywę Evertonowi, ale gracze Moyesa nie zmieniali posiadania piłki na sytuacje bramkowe. Brakowało centr z lewej strony Bainesa i z prawej – Neville’a, który grał chyba jeszcze gorzej niż Heitinga. Do tego, że Anglik nie przydaje się w ofensywie większość kibiców się przyzwyczaiła, ale prawy obrońca kilka razy zostawał w tyle, łamiąc linię spalonego. W 47. minucie wykorzystał to Van Persie i było 2:0.

Po przerwie Everton się już nie podniósł. Jonesa szybko zastąpił Carrick, dzięki czemu gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce. Anichebe doznał kontuzji i zastąpił go Jelavic – ale Chorwat był jeszcze mniej widoczny, niemal w ogóle nie dostawał dobrych podań. Bardzo duża w tym zasługa Rooneya, który gdy przy piłce był Everton, grał jak typowy defensywny pomocnik i atakował tego, kto akurat miał piłkę.

MU pokazał jak osiągnąć maksymalny wynik przy minimalnym nakładzie sił. W składzie na mecz w Madrycie będą pewnie 3-4 zmiany, ale przede wszystkim ci, którzy w niedzielę grali, nie będą bardzo zmęczeni. Jak profesor dyrygował swoją obroną Vidic, ale niewiele ustępował mu Evans. Rafael zaliczył piękną asystę przy golu Van Persiego, natomiast Evra zaprezentował się chyba najgorzej z czwórki obrońców.

Evertonowi chyba nie opłaciła się ładna gra krótkimi podaniami. Kilka szybszych akcji mogło mu bardzo pomóc – i właśnie ich brakło.

Podobne mecze: