Barcelona – Valencia 1:2

Na zakończenie sezonu, druga zła wiadomość dla kibiców Barcelony. Po odpadnięciu w półfinale Ligi Mistrzów, zespół trenera Valverde nie obronił także hiszpańskiego pucharu. Przed przerwą centry odpowiednio z lewej i prawej strony przyniosły Valencii dwie bramki, a w drugiej połowie, mimo ogromnej przewagi pod bramką Doménecha, Katalończycy strzelili tylko jednego gola – a powinni byli do tego stracić przynajmniej dwa.

Na stadionie Betisu kibice zobaczyli zespół Marcelino po pierwsze bardzo zmotywowany, a po drugie bardzo pewny tego, co ma zrobić, by zdobyć pierwszy od jedenastu lat tytuł w Hiszpanii. Valencia zagęszczała środek pola i kontrowała skrzydłami lub posyłała długie podania do Rodrigo i Gameiro. Barcelona w pierwszej połowie grała jak w Liverpoolu – środkiem, zbyt wolno, nie wykorzystując bocznych sektorów i przede wszystkim stale licząc na to, że Messi jakoś sam załatwi sprawę. Dodatkowo, ze względu na kontuzję nie mógł zagrać Suarez, więc Valverde posłał na boisko tylko dwóch napastników – z czym piłkarze Barcelony mieli spore problemy.

Efekt był taki, że mimo przewagi obrońców tytułu, Valencia najpierw strzeliła gola na 1:0 – w 21. minucie po centrze Gayi z lewej, Gameiro spokojnie opanował piłkę i strzelił w prawy róg, a potem na 2:0 – po kontrze prawą, Soler posłał mocną piłkę tuż przed bramkę, gdzie wykorzystał ją Rodrigo. W obu przypadkach zabrakło zdecydowanej obrony na bokach i asekuracji w środku. Piłkarze Barcelony być może byli zmotywowani, ale nie mieli sił na grę w finale. Szczególnie: Alba, Coutinho, Semedo, Rakitić i Arthur.

W przerwie Valverde zareagował zdecydowanie: z boiska zeszli Semedo i Arthur, weszli Vidal i Malcom, którego zadaniem było atakowanie prawą stroną. Tamtędy w drugiej szło do przodu większość akcji – i były niebezpieczniejsze niż przed przerwą. Vidal często wbiegał w pole karne, ale świetny mecz grali obaj doświadczeni środkowi obrońcy Valencii: Garay i Gabriel Paulista – dbając o to, by pod bramką piłka nie trafiła do napastników. Ten drugi dodatkowo zaczął pierwszą akcję bramkową prostopadłym podaniem do Gayi. W środku pola bardzo dobrze grali też Coquelin i Parejo – który musiał zejść w drugiej połowie z kontuzja.

Barcelona strzeliła gola na 1:2 w 73. minucie, kiedy po centrze z rogu Doménech wybił piłkę pod nogi Messiego, a ten nie dał mu szans. Kapitan katalońskiej ekipy raz trafił też w poprzeczkę, po pięknej indywidualnej akcji. Marcelino stale posyłał na boisko kolejnych defensywnych graczy. Weszli: Kondogbia, Piccini i Diakhaby. Wass przeniósł się na lewą pomoc a w końcówce z przodu został tylko Guedes, który i tak w doliczonym czasie miał trzy fantastyczne okazje bramkowe – po tym, gdy wszyscy piłkarze Barcelony poszli do przodu strzelać bramki. Valencia mogła rozstrzygnąć sprawę wcześniej, ale i tak po 95. minutach piłkarze, a przede wszystkim trener Marcelino, cieszyli się jak dzieci. Messi był po prostu smutny – co nie wróży dobrze ani klubowi ani Valverde.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: