Tottenham – Chelsea 1:2

Po falstarcie (przegrana 2:3 u siebie z Burnley), Chelsea złapała oddech, wygrała prestiżowy pojedynek mistrza z wicemistrzem i dała trenerowi Conte (którego niektórzy już chcą zwalniać) pole do manewru. Gospodarze przez większą część spotkania przeważali, ale po pierwsze nie stwarzali zbyt wielu sytuacji bramkowych, a jeśli już je stworzyli – nie wykorzystywali.

Dla trenera Pochettino najważniejszą kwestią wydawało się zablokowanie środka pola. Ustawił w pomocy czterech środkowych pomocników i żadnych skrzydłowych – mimo że grał tylko czterema obrońcami. Na bokach mieli być aktywni Davies i Trippier – i byli, ale mieszało to im szyki w obronie. W ustawieniu Chelsea też można było zobaczyć koncentrację na środku pomocy, z tym że Conte miał do dyspozycji trzech środkowych obrońców, a do tego Alonso i Mosesa, a także Williana, który bardzo często schodził na lewą lub prawą stronę.

Zgodnie z oczekiwaniami, mecz od ataków rozpoczął Tottenham. Piłkę rozgrywali świetnie Dembele i Eriksen, niemal nie racili piłek, ale mimo to akcje ich zespoły posuwały się do przodu powoli – Chelsea dobrze broniła, a z przodu mieli do dyspozycji tylko Kane’a i Alliego. Defensywni pomocnicy i środkowi obrońcy próbowali dość często długich podań, ale przy dobrym kryciu Chelsea na niewiele się zdawały. Goście pierwsza bramkę mogli strzelić już w 5. minucie, ale po błędzie swojej obrony, Moratę świetnie zatrzymał Lloris. Jedyny gol przed przerwą padł po kolejnych piętnastu minutach – z wolnego idealnie uderzył Mikel Alonso. Do przerwy “Koguty” cisnęły coraz mocniej, ale ataki dzielnie rozbijali obrończy. Szczególnie w destrukcji wyróżniał się David Luiz, który tym razem był defensywnym pomocnikiem.

Po przerwie przewaga gospodarzy w posiadaniu piłki jeszcze wzrosła – mieli ją przez 70 procent czasu gry. Pochettino widział, że niewiele z tego wynika i posyłał na boisko kolejnych ofensywnych graczy. Son zastąpił Diera a Sissoko – Daviesa. Zamiast polepszyć, pogorszyło to grę ich zespołu – i tu widać gorszą jakość ławki tego zespołu w porównaniu z konkurentami z czołówki. Co prawda po wolnym Eriksena z 82. minuty Batschuayi strzelił głową do własnej bramki, ale dezorganizacja obrony kosztowała gospodarzy drogo i kilka minut później, po stracie Sissoko przy wyprowadzaniu piłki, Alonso błyskawicznie znalazł się na lewej stronie i pokonał Llorisa, który nie popisał się w tej sytuacji.

Oba zespoły po dwóch kolejkach mają na koncie po trzy punkty i trudno przepowiadać, co będzie się z nimi działo dalej. Chelsea faworytem do tytułu nie jest – szczególnie po fantastycznym starcie MU (8:0 w bramkach) i świetnej (przynajmniej na papierze) jakości skłądu MC. Obaj menedżerowie mają do rozwiązania swoje problemy, ale przed większym wyzwaniem stoi chyba Pochettino – oczekiwania wśród kibiców są wielkie, a transfer przez całe lato – jeden. Jeśli z tymi zasobami Argentyńczyk zdobędzie mistrzostwo – można go śmiało nazwać cudotwórcą. Jeżeli skończy poza pierwszą czwórką – będzie to oznaczało dezintegrację kadry, bo Kane’a, Alliego i przynajmiej pięciu innych zawodników chętnie zatrudnią ligowi konkurenci.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: