Athletic Bilbao – Real Sociedad 1:3

W tym meczu prawie wszystko przebiegło po myśli trenera gości. Athletic sam starzał okazje przeciwnikom, a ci je wykorzystywali i pewnie dowieźli zwycięstwo do końca. W Bilbao kibice mogą tylko marzyć o stabilizacji jak za czasów trenera Valverde. Obecny zespół, mimo kilku indywidualności, jest c najwyżej ligowym średniakiem i po pięciu kolejkach pod wodzą Berizzo, nadal nie wie, jak ma grać.

Goście przyjechali się bronić i kontrować. Przez pierwsze 10 minut było za to wyraźnie widać, że planem gospodarzy jest posiadanie piłki. Z przodu w polu karnym było zawsze przynajmniej dwóch graczy – Williams i któryś ze skrzydłowych – i dostawali oni piłkę po akcjach skrzydłami lub długich podaniach ze środka pola. W samym polu karnym starali się wyjść na pozycję strzelecką krótkimi podaniami. Nie było to łatwe, bo przeciwnicy rozsądnie się bronili i większość takich akcji przerywali bez problemu.

Z przodu Real Sociedad miał jednego środkowego napastnika – tylko czasami wspieranego przez dwóch skrzydłowych, którzy angażowali się w defensywę. To wystarczyło do strzelenia pierwszej bramki w 30. minucie. Sangalli został w polu karnym kopnięty w głowę, sędzia potrzebował powtórki, by to zauważyć, a karnego pewnie wykorzystał Oyarzabal. Zamiast kontrolować mecz, Real dał sobie strzelić gola już w pierwszej akcji przeciwników. Po kilku ładnych dryblingach w środku pola, Muniain zdołał podać na pole karne do Williamsa, a po rykoszecie od Illaramendiego, sam z bliska strzelił na 1:1.

Po pierwszej połowie gospodarze mieli na koncie cztery żółte kartki i wydawało się, że nie unikną czerwonej. Po przerwie przestali jednak popełniać głupie faule ale też szybko stracili drugiego gola – po głupiej stracie Yuriego na lewej stronie, centrze Zubeldii i strzale z bliska Sangalliego, którego oczywiście nie upilnowali środkowi obrońcy. Trzecią bramkę gościom także przygotowali gracze Athletiku – w 73. minucie zbyt krótko do tyłu podał Yeray i Simon musiał faulować Bautistę, a drugiego karnego znów pewnie zamienił na bramkę Oyarzabal . Trener gospodarzy wprowadzał na boisko kolejnych ofensywnych graczy ale niewiele to zmieniło – jego zespół nie miał kreatywności w środku pola i bardzo słabo grali boczni obrońcy, od których bardzo dużo powinno zależeć w ofensywie.

Nie był to specjalnie piękny mecz, ale najważniejsze dla gości są trzy punkty wywalczone mimo bardzo niepewnej gry bramkarza Moyi. Poza tym oczywiście do kolejnego meczu derbowego kibice w biało-niebieskich koszulkach mogą patrzeć z góry na tych w biało-czerwonych.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: