Athletic – Barcelona 1:1

Fani gospodarzy mogli się cieszyć z wyniku i skutecznej gry obronnej swojego zespołu. Z drugiej strony, powinni żałować straconej okazji do zwycięstwa, szablonowej gry w ofensywie i błędów w obronie. Ten mecz “Lwy” mogły wygrać, bowiem Barcelona nie pokazała tym razem gry skutecznej i z polotem. Punkt jest sprawiedliwy, choć jedni i drudzy byli dość blisko zwycięstwa.

Potwierdziły się zapowiedzi, że Ibrahimović nie zagra – by być w pełni gotowy do bardzo ważnego meczu w LM z Interem. W tej sytuacji Messi został przesunięty na środek ataku a Pedro wyszedł w pierwszym składzie na prawej stronie. W zespole gości zabrakło jeszcze Puyola i Abidala – co nie powinno w wielkim stopniu mieszać Guardioli gry ofensywnej. Tymczasem Messi był mało aktywny, Inieście zupełnie brakowało błyskotliwości, a Pedro zdradzał brak ogrania, nie podejmował dobrych decyzji. Pewności w grze brakowało też Czyhrinskiemu i Pique.

Caparros wystawił tym razem wyjątkowo trzech defensywnych pomocników – Martíneza, Gurpeguiego i Orbaiza. W ataku sam grał Llorente, a po bokach dwóch ofensywnych pomocników, którzy dysponowali dużą dowolnością w ustawianiu się: Susaeta i Yeste. Athletic nie stosował pressingu – gospodarze koncentrowali się na tym, by dobrze się ustawiać i odcinać napastników od podań. W efekcie Barcelona starała się grać szeroko i rzeczywiście, miała problemy z dotarciem pod bramkę. Ofensywna część taktyki Caparrosa się nie sprawdzała – Llorente wygrywał małą część górnych piłek a Susaeta i Yeste z reguły szybko tracili piłkę lub podawali niedokładnie. Ładnymi zagraniami do przodu wyróżniał się Orbaiz.

Po pierwszej połowie powinno być 1:1. W 29. minucie na pustą bramkę strzelał po podaniu Messiego Xavi – tyle że brakło mu koncentracji by trafić w dość trudną piłkę. W samej końcówce Javi Martínez miał na głowie idealne dogranie Yeste, ale fatalnie przestrzelił. W pierwszej połowie wiele razy udanymi interwencjami popisywali się środkowi pomocnicy gospodarzy, Amorebieta i Ustaritz, ale też dużą część z odzyskanych piłek zagrywali niedokładnie. Tworzyli tym samym okazje Barcelonie, która nie potrafiła ich wykorzystać. W atakach Katalończyków było za mało ruchu i nieprzewidywalności. przed meczem z Interem nie wróży im to dobrze.

Pierwsza bramka padła po błędzie w ustawieniu środkowych obrońców gospodarzy i bardzo dokładnym prostopadłym podaniu Xaviego. Daniel Alves wykorzystał je, pewnie strzelając po ziemi w długi róg. W odpowiedzi Caparrós zdjął z boiska Orbaiza i posłał na nie Toquero, który podobnie jak w finale Pucharu Króla, strzelił Barcelonie bramkę. Rezerwowy napastnik wykorzystał zgranie głową Llorente i złe ustawienie Piqué, pewnie pokonując Valdesa. Do końca meczu nie było już dobrych okazji strzeleckich. Barcelona przeważała, ale grała bez polotu. Meczu nie uratował Henry, który po bramce strzelonej Irlandii ręką, został powitany na San Mamés gwizdami.

Podobne mecze: