FC Sevilla – Athletic Bilbao 1:1

Drużyna trenera Lopeteguiego słabo rozpoczęła nowy rok i nie była w stanie wywalczyć więcej niż remisu z pewnymi siebie i działającymi według planu gośćmi z Bilbao. Nawet bramkę wyrównującą baskijska drużyna strzeliła sobie sama – bo w składzie andaluzyjczyków brakowało kogoś, kto byłby w stanie wepchnąć piłkę do siatki.

Sevilla przespała pierwszą połowę – zarówno w obronie jak i w ataku. Z przodu w ogóle nie było widać napastników w ustawieniu, które telewizje prezentowały jako 4-3-3. Munir był zupełnie niewidoczny, podobnie jak Oliver Torres, a Ocampos, napędzający ataki gospodarzy przez cały mecz, grał raczej na skrzydle i daleko od bramki Simona. Najbliżej strzelenia Sevilla była w 40. minucie, kiedy Banega z rzutu rożnego trafił w poprzeczkę.

Athletic Club tymczasem prowadził już od 15. minuty, kiedy długie podanie adresowane do Raula Garcii trafiło do stojącego jeszcze bardziej z przodu Capy, który bez namysłu wbiegł w pole karne i strzelił w długi róg po ziemi. W tej sytuacji „zaspał” Koundé, a obrońcy gości, który świetnie gra do przodu od początku sezonu, należą się brawa, za jego wykorzystanie. W pierwszej połowie piłkarze trenera Garitano wysoko odbierali piłkę myślącym i biegającym zbyt wolno gospodarzom, którzy dopiero w ostatnim kwadransie zaczęli atakować.

Lopetegui od razu w przerwie posłał do szatni Torresa i Carriço, a w ich miejsce weszli De Jong i Escudero, po czym ustawienie zmieniło się na 4-4-2. Sevilla zaczęła wyraźnie przeważać i w końcu stworzyła sytuacje strzeleckie. Po pojedynku Munira z bramkarzem Athletiku, piłkę z bramki wybił obrońca, a w 59. minucie De Jong strzelił z 3 metrów w słupek. Na szczęście dla gospodarzy, minutę później, po kolejnej akcji Ocamposa i Navasa prawą stroną, piłkę do własnej bramki skierował Núñez. Goście z przodu cały czas mieli czekających na kontry Williamsa i Kodro, a drugi z nich nawet strzelił gola – nie uznanego po półmetrowym spalonym. Po tym jak z kontuzją z boiska zszedł Williams, ataki jedenastki Garitano zupełnie straciły polot.

Nie był to specjalnie ładny mecz, ale szczególnie pierwsza połowa mogła się podobać fanom z Bilbao. Zespół, którego jedyną gwiazdą jest Williams, wykorzystywał swoje atuty, jak na przykład doświadczenie i gra głową Raula Garcii, i kontrolował mecz. Po przerwie Sevilla konsekwentnie przeładowywała lewą obronę, na której kompletnie nie radził sobie Yuri – zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie. Gościom zabrakło trochę szczęścia by strzelić na 1:2, ale pod własną bramką mieli go sporo – bo choćby Martinez był bliski strzelenia drugiego samobója.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: