Everton – Manchester United 3:3

Wydawało się, że mecz można będzie podsumować typowym komentarzem na temat przeciwników MU: starali się, ale popełnili zbyt wiele błędów. Tymczasem w końcówce to goście popełnili błędy, które zdecydowały o remisie. Everton drugą i trzecią bramkę strzelił w tak prosty sposób, jak zwykle robi to drużyna Fergusona.

Gospodarze przeważali w posiadaniu piłki od początku meczu i starali się tworzyć niebezpieczne sytuacje pod bramką Van der Sara – wykorzystując w atakach nawet środkowych obrońców. Poza tym bardzo wysoko naciskali pomocników MU – co akurat nie było dla nich problemem. W efekcie goście bardzo często zagrywali prostopadłe piłki do Giggsa, Berbatowa i Naniego. Gdyby nie Howard, mogli prowadzić do przerwy 2:0 – bo Jagielka i Distin mieli wielkie problemy z pilnowaniem ofensywnych graczy przeciwnika.

Do przerwy kibice oglądali dwie bramki – ale po jednej dla każdej drużyny. W 39. minucie 40-metrowe podanie Hibberta trafiło do wychodzącego na czystą pozycję Artety, który trafił w bramkarza. Piłka trafiła do Osmana, który podał do Pienaara, a ten spokojnie wykończył akcję. Zaledwie cztery minuty później wyrównał Fletcher, wykorzystując wspaniałą centrę Naniego i błędy w kryciu Heitingi i Jagielki. Jeszcze przed przerwą kolejną bramkę mógł strzelił Berbatow – ale w dobrej sytuacji posłał piłkę koło słupka.

Po dwudziestu minutach drugiej połowy było 1:3 i kibice Evertonu zdawali sobie sprawę, że musi się stać coś wyjątkowego, żeby ich zespół wywalczył choć punkt. Drugą bramkę dla MU strzelił Vidić po kolejnej świetnej centrze Naniego, a trzecią – Berbatow, spokojnie wykańczając długą prostopadłą piłkę od Scholesa. Goście przeważali jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu do głosu zaczęli dochodzić piłkarze Moyesa. W 74. minucie Cahill głową przerzucił piłkę minimalnie nad bramką, a już w doliczonym czasie gry – trafił do siatki, po centrze Bainesa i błędzie Evansa i O’Shea. Minutę później wyrównującą bramkę strzelił Arteta, po kolejnej centrze Bainesa i zgraniu głową Heitingi.

Można było przed meczem spodziewać się podejścia: wszyscy bronią, wszyscy atakują ze strony Evertonu. Nie były wielką niespodzianką błędy jego obrońców, szczególnie Distina, który grał fatalnie. Do schematu poprzednich sezonów nie pasuje za to utrata dwóch bramek w końcówce przez MU. Może ma to związek z brakiem ściganego przez “News of the World” Rooneya, może to tylko chwila słabości, ale Ferguson nie odpuści. Główny przeciwnik w walce o tytuł na razie wydaje się nie mieć żadnych problemów.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: