Everton – Manchester United 3:1

Moyes to nowy Ferguson? Może to dużo za dużo powiedziane, ale zespół kolejnego Szkota ma w sobie coś, co wielokrotnie pozwalało wygrywać MU walkę z równorzędnymi lub nawet mocniejszymi na pierwszy rzut oka rywalami. Tym razem prowadzenie nie dało wygranej drużynie z Old Trafford. Everton zdominował środek pola, a potem wykorzystywał potknięcia przeciwnika – właśnie jak zwykle robią to gracze Fergusona.

Czym wygrali gospodarze? Na pewno ogromnym zaangażowaniem i walką na całego. Pod tym względem przeciwnicy z Manchesteru wyglądali znacznie gorzej, zresztą nic dziwnego – z pomocników tylko Valencia nie wyszedł w pierwszej jedenastce na mecz z Milanem. Goście atakowali bez pomysłów i zbyt szybko tracili piłkę – co było konsekwencją aktywności pięciu zawodników Moyesa w środku pola. Everton miał zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki i robienia użytku ze skrzydłowych. Donovan i Biliajetdinow zbiegali zresztą w odpowiednich momentach do środka boiska – z czym nie radzili sobie Brown, Evans, Fletcher i Carrick.

Jeszcze jedno podobieństwo w filozofii prowadzenia zespołu Fergusona i Moyesa: w kadrze tego drugiego niemal każdy zawodnik może grać na dwóch pozycjach, szczególnie dotyczy to pomocników. Tym razem Neville wrócił na prawą obronę, a rolę defensywnych pomocników spełniali Arteta i Osman, którym zdarzało się już grać na boku i znacznie bliżej ataku niż obrony. Zabrakło Cahilla, więc za Sahą zastąpił go ostatnio lewoskrzydłowy Pienaar, z kolei przy lewej linii biegał Donovan, który może być napastnikiem lub rozgrywającym. Nie grał też Fellaini (ofensywny/defensywny pomocnik) i tylko Biliajetdinow standardowo był prawoskrzydłowym. Przy tak płynnych zmianach pozycji, tylko ci, którzy byli na odprawie przed meczem wiedzą, kto gdzie gra.

Można chwalić zawodników Evertonu, ale trzeba też wyróżnić ich szefa. Moyes posłał na boisko z ławki Goslinga, a potem Rodwella i pierwszy z nich w odpowiednim momencie strzelił z bliska po podaniu Sahy, a drugi w trzydziestometrowym rajdzie “wkręcił w ziemię” Evansa, a potem nie dał szans Van der Sarowi. Biliajetdinow na początku meczu wyrównał na 1:1 strzałem w krótki róg, wykorzystując brak zdecydowania Browna. Wcześniej Berbatow dał MU prowadzenie po centrze Valencii i błędzie Distina. Pod nieobecność Vidicia i Ferdinanda obrona gości nie prezentowała się solidnie i właściwie jedynym solidnym punktem był Evra. Wejście na boisko Scholesa, Owena i Obertana nie dało zespołowi potrzebnego zastrzyku energii.

Everton nie ma potencjału na walkę o mistrzostwo, ale przy dużym szczęściu mógłby zająć 4-5 miejsce – gdyby wystartował lepiej w tym sezonie. W składzie Moyes ma zawodników, którzy pokazują lub pokazywali w swoich karierach dobrą grę, problem w tym, by wszyscy jednocześnie grali bardzo dobrze – tak jak w tym meczu. Poza tym piętą Achillesa tego zespołu są kontuzje, które w poprzednim sezonie pozbawiły “Toffees” wszystkich napastników. Przed walką o Ligę Mistrzów Moyes musi wzmocnić atak, prawą i ewentualnie też lewą obronę. Zarząd z kolei powinien dbać o swojego menedżera – bo niedługo może go zaprosić do pracy bogatszy klub.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: