Arsenal – Manchester United 1:3

Goście pokazali umiejętność kontratakowania na najwyższym poziomie, co było głównym powodem ich wygranej. Drugim była niższa forma i słaba skuteczność całego Arsenalu. Kolejny raz Ferguson wygrał pojedynek z Wengerem, lepiej zaplanował grę swojego zespołu i dobrał piłkarzy. Londyńczycy znów unikali prostych środków do celu i brakowało im w wielu sytuacjach zdrowego rozsądku.

Kolejny znakomity mecz rozegrał Rooney, który chyba jest już bliski swojej najwyższej możliwej formy. Tym razem pojawiał się zawsze tam, gdzie nie spodziewali się obrońcy, urywał się im, dokładnie podawał, odzyskiwał piłki w obronie. Strzelił bramkę w 37. minucie po akcji, którą sam rozpoczął 60 metrów wcześniej, po idealnym podaniu Naniego i pewnym strzale w długi róg. Drogba, Defoe czy Bent na pewno będą strzelać kolejne bramki, ale Rooney może to robić w szybszym tempie, nie poświęcając całej swojej uwagi atakowi.

W drużynie Fergusona na pewno wyróżnił się też Nani, który bardzo szybko od powrotu do pierwszego składu stał się najbardziej błyskotliwym pomocnikiem MU. W 33. minucie przeprowadził najładniejszą akcję meczu: najpierw przy linii ograł jednym zwodem Clichy’ego i Nasriego, a potem minął jeszcze Denílsona i przelobował Almunię, który wrzucił sobie piłkę do bramki. Gdyby nie jego anonimowość po przerwie, Nani byłby najlepszym graczem na boisku. Jak zwykle, wielki wkład w zwycięstwo miała trójka środkowych pomocników, która ustawiała się przed polem karnym i tam wyjątkowo skutecznie przeszkadzała graczom Arsenalu. W obronę angażował się też mocno Park, a gdy było trzeba, idealnie wykończył kontratak na 0:3.

Zespół Wengera zaczął od ataków prawą stroną, ale szybko stracił animusz. Do przodu ciągnęli gospodarzy Fàbregas i Arszawin, ale mieli zbyt mało pomocy ze strony innych zawodników. Nie pierwszy raz okazało się, że Nasri nigdy nie będzie liderem Arsenalu i dostosowuje się do poziomu gry innych. To samo można było powiedzieć o Rosickym, a Denílson spisywał się wyjątkowo słabo: nie tylko był mało aktywny w ataku, ale jeszcze popełniał wiele błędów w obronie. Najlepszym zawodnikiem “Gunners” był Vermaelen, który poza pewnością we własnym polu karnym, kilka razy był bliski zdobycia gola, aż w końcu trafił w 78. minucie.

Problemem Arsenalu były głupie straty, brak konsekwencji w kryciu, rozgrywanie kolejnych akcji w taki sam sposób, uparcie wchodząc krótkimi podaniami w pole karne. Mało zaangażowani w ofensywę byli obaj boczni obrońcy, ale nawet przy dość przewidywalnej grze, kilka razy niezłe okazje do strzału miał Arszawin. Rosjanin nie trafiał jednak wtedy do bramki i było widać oczywistość – że nie jest środkowym napastnikiem. Gdy na boisko wszedł Bendtner stało się jednak jasne, czemu nie grał od początku – zupełnie nie może się odnaleźć na boisku.

Pewnie okaże się, że w kolejnych meczach Arsenal wróci do dobrej formy, ale rozmowy o mistrzostwie w jego szatni powinny na jakiś czas ucichnąć. Parząc na linię obrony MU w tym meczu, można powiedzieć, że Wenger i jego zespół zmarnowali w niedzielę dużą szansę.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: