Manchester United – Swansea 1:2

Jeśli fani MU oczekiwali, że od pierwszego ligowego meczu van Gaal odmieni zespół, mylili się. W otwierającej sezon konfrontacji ze Swansea gracze MU wypadli jak w poprzednim sezonie – czyli słabo. Ich przeciwnicy zagrali rozważnie i solidnie, wykorzystali swoje szanse i przede wszystkim mieli w składzie Sigurðssona, który zaliczył gola i asystę.

Tak jak w udanych przedsezonowych sparingach, van Gaal ustawił MU w używanym przez niego na mundialu 3-5-2. I przez całą pierwszą połowę było widać, że brak zgrania i przyzwyczajenia zespołu do tej taktyki to jedno, ale poza tym w składzie brakuje graczy na kilka pozycji. Przede wszystkim bocznych obrońców, którzy są wystarczająco szybcy i wyszkoleni technicznie, by napędzać akcje skrzydłami. Poza tym brakuje także środkowych obrońców – przeciwko Swansea zagrał nie mający prawie doświadczenia Blackett.

Z drugiej strony, z tego ustawienia powinien się cieszyć Mata, który na środku będzie miał okazję kreować grę i strzelać więcej bramek. W tym meczu niestety nie było tego widać. Gracze Swansea umiejętnie blokowali środek boiska, a w MU brakowało zgrania, by kilkoma szybkimi podaniami przejść na pole karne. Nie wychodziły też akcje skrzydłami, mimo że już po 20 minutach Lingaarda na prawym zastąpił bardziej ofensywny Januzaj. Walijczycy dawali gospodarzom rozegrać piłkę, ale przy pierwszej groźnej okazji, w 28. minucie, od razu Ki strzelił bramkę z 15 metrów. Po dokładnym podaniu Sigurðssona z prawej strony miał dużo czasu, by przymierzyć.

W przerwie menedżer MU uznał, że nie ma sensu forsować kulawego ustawienia i przeszedł na 4-5-1. Gra od razu zaczęła wyglądać lepiej – szczególnie szybkie akcje bokami. Po kilku zaledwie minutach wyrównał Rooney – ale nie po akcji skrzydłowego, tylko centrze z rzutu rożnego. Przez kolejne 15 minut drużyna van Gaala dominowała a Rooney, jej kapitan, z wolnego strzelił w słupek. Wydawało się, że goście są skazani na porażkę, ale w 73. minucie rezerwowy Montero zacentrował z lewej, piłkę do Sigurðssona zgrał Routhledge, a Islandczyk z bliska zdobył zwycięską bramkę. Krycie zgubił Fellaini, który wszedł z ławki w drugiej połowie i powoli żegna się z wyjątkowo nieprzyjaznym dla niego Old Trafford.

Po tym golu Swansea grała mądrze, z luzem i stworzyła kolejne sytuacje bramkowe. Najlepszej nie wykorzystał Gomis, który w decydującym momencie za wolno biegł do piłki. To jego ewidentny mankament, ale poza tym po wejściu za Bony’ego spisywał się świetnie: wygrywał górne piłki, przytrzymywał i odgrywał, dawał się faulować. Trener Monk może być też bardzo zadowolony z Williamsa, który świetnie kierował obroną i asekurował. Dobrze grał też debiutujący Fabiański. W pierwszym meczu nie było widać osłabień w przerwie letniej. Wygląda na to, że Walijczycy będą spokojni o utrzymanie.

Tymczasem dla MU z tego meczu płynie jeden ważny wniosek: potrzebne są wzmocnienia i czas, w którym piłkarze nauczą się nowego systemu gry. Ciekawe, jakie nastroje będą panowały w klubie za trzy miesiące?

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: