Siła i wartość portugalskiej piłki

Trzy najsilniejsze europejskie ligi piłkarskie wymienić jest w stanie każdy fan tej dyscypliny sportu: Premier League, La Liga, Serie A, niekoniecznie w tej kolejności. Z kolejnymi dwoma większość tez nie ma problemu: Bundesliga i Ligue 1. Znacznie trudniej dojść do porozumienia w kwestii kolejnych krajowych rozgrywek – i o miano tej szóstej co do znaczenia w Europie konkuruje wiele różnych krajów. Dla niektórych bez wątpienia będzie to dostarczająca najbardziej wszechstronnych graczy Holandia, dla innych dysponująca wielkimi pieniędzmi Rosja, dla jeszcze innych – Turcja z fanatycznymi kibicami i bogatymi tradycjami. Niektórzy wskażą jednak na Portugalię, kraj, który w ostatnich 20 latach zrobił ogromny postęp i wywalczył prawdziwe trofea. Dziś piłkarze i trenerzy mający za sobą doświadczenie w portugalskiej lidze masowo stanowią o sile największych klubów w Lidze Mistrzów.

| Ustawienie: | Trener:

| Ustawienie: | Trener:

Poziom meczu: Najlepszy na boisku:

Piłkarz wizytówką kraju

Dla większości ludzi interesujących się piłką na świecie pierwszym skojarzeniem z Portugalią będzie Cristiano Ronaldo – i trudno się temu dziwić. Karierę w dorosłej piłce zaczął 16 lat temu, w międzyczasie grał dla czterech wielkich klubów, zdobywał z nimi trofea i był liderem. Jest nim nawet dzisiaj, gdy w wieku 35 lat jest w lepszej formie fizycznej niż wielu 25-latków. Można nie lubić jego niektórych zachowań, ale co do tego, że jest jednym z najlepszych piłkarzy w historii zgadzają się niemal wszyscy eksperci – zarówno ci z telewizji jak i ferujący wyroki z fotela. Można powiedzieć, że jest rówieśnikiem wielkiej kariery portugalskiej piłki, bo gdy w 2003 za jego transfer MU zapłacił Sportingowi 19 milionów euro, zwrócił na swoją ojczyznę uwagę dyrektorów sportowych szukających talentów. Potem oczywiście poprowadził reprezentację do wicemistrzostwa, półfinału i wreszcie mistrzostwa Europy – a wielu z jego rodaków właśnie błyszcząc w barwach narodowych zapewniło sobie interesujące transfery. Nie znaczy to oczywiście, że w latach 90. Portugalia była białą plamą na piłkarskiej mapie Europy – oczywiście już wcześniej kibice szanowali na przykład Luisa Figo, czy jeszcze wcześniej, Eusebio, ale dopiero w ostatniej dekadzie portugalscy piłkarze stali się co najmniej tak ważnym towarem eksportowym jak wino z Madery.

Wielka trójka: Benfica, FC Porto i Sporting

Portugalska piłka nożna to oczywiście wielka trójka: Benfica, FC Porto i Sporting – czyli kluby, które od 1938 roku dzieliły między sobą wszystkie poza zaledwie dwoma tytułami mistrzowskimi. Mają najwięcej pieniędzy, najwięcej kibiców i drenują wszystkie inne kluby z największych talentów jeszcze w juniorskich kategoriach wiekowych. W końcu który dzieciak nie będzie chciał grać dla klubu, któremu kibicują wszyscy wokoło? A właśnie tak jest, bo jeszcze bardziej niż w Hiszpanii, w której często jest się fanem przede wszystkim Realu Madryt lub FC Barcelony, kibicuje się komuś z wielkiej trójki – a dopiero w drugiej kolejności lokalnej drużynie, o której i tak wiadomo, że nigdy nie zdobędzie mistrzostwa. Benfica, Porto i Sporting wychowują najlepszych graczy i to te kluby przede wszystkim korzystają na popycie na nich w najmocniejszych ligach – od sąsiednią Hiszpanię po mroźną Rosję.

Eksport piłkarzy z Portugalii, Brazylii i nie tylko

Każdego fana portugalskiej piłki mogą napawać dumą nazwiska reprezentantów, którzy zrobili wielkie kariery poza granicami kraju. Portugalia dała jej obrońców jak: Ricardo Carvalho, Pepe, Bruno Alves, João Cancelo i Paulo Ferreira. Jeszcze więcej Portugalczyków zrobiło kariery w środku pola, by wspomnieć choćby o Deco, João Moutinho, Tiago Mendesu czy wyrastających ostatnio na wielkie gwiazdy: Rúbenie Nevesu, André Gomesu, Bernardo Silvie czy Gonçalo Guedesu. Jeśli Cristiano Ronaldo zaliczyć do skrzydłowych, to w ataku Portugalia chyba zawsze miała najmniej atutów – byli tam piłkarze co najwyżej solidni, którzy jednak w barwach narodowych wykorzystywali swoje szanse jak Nuno Gomes, Hugo Almeida czy Éder Macedo. Co innego w bramce – teraz niekwestionowanym numerem jeden jest dobrze znany w Europie Rui Patrício, a kiedyś tę rolę pełnił Vítor Baía.

Poza tym, że kluby z portugalskiej wielkiej trójki promują lokalnych piłkarzy, z każdym rokiem ściągają coraz więcej graczy z innych krajów, często nastoletnich – a potem sprzedają ich jako kolejne cudowne dzieci za dziesiątki milionów do najbogatszych lig: angielskiej, hiszpańskiej i włoskiej. Przede wszystkim – ze względów kulturowych i prawnych – są to Brazylijczycy, z których część po drodze dostaje portugalskie obywatelstwo i zaczyna grać dla tego kraju. W poprzednim oknie transferowym do Realu trafił za 50 milionów euro zaledwie 21-letni Éder Militão. Wcześniej do Manchesteru City za 40 milionów przeszedł bramkarz Ederson. Ogromne kwoty portugalskie kluby uzyskiwały też za: Hulka, Danilo, Andersona, Aleksa Sandro, Davida Luiza. Wypromowały też graczy z innych krajów: Eliaquima Mangalę, Jamesa Rodrígueza, Axela Witsela, Radamela Falcao, Victora Lindelöfa, Ángela Di Maríę i wielu innych.

Za kogo przepłaciły zagraniczne kluby

Większość z tych graczy zrobiła więcej niż przyzwoite kariery, ale warto zwrócić uwagę na to, że Portugalczycy potrafią uzyskać wielkie pieniądze także za graczy, no cóż, po prostu przeciętnych. Trudno dziś uwierzyć, że Bayern zapłacił za Renato Sanchesa 35 milionów, Inter za João Mário – 40, Inter za André Silvę – 38, a Barcelona za Nélsona Semedo – 35. Może mieli trochę pecha, nie trafili na odpowiedni moment w danym klubie lub odpowiedniego trenera, ale biorąc pod uwagę kwoty za nich zapłacone, okazali się mocno przereklamowanym „towarem”. Ale to także specyfika portugalskiego awansu – i duża w tym rola Jorge Mendesa, który od lat podpisuje umowy z najbardziej utalentowanymi portugalskimi graczami, a niedawno wprowadził do miejscowej pierwszej ligi swój własny (nieoficjalnie) klub FC Famalicão, który bezpośrednio po awansie radzi sobie znakomicie i zajmuje w tej chwili piąte miejsce – oczywiście za wielką trójką i Bragą.

Portugalscy trenerzy i urok Wolverhampton

Portugalia to nie tylko piłkarze – obojętnie portugalscy czy zza granicy. W ostatnim dziesięcioleciu ten mały kraj w europejskiej piłce reprezentują także wybitni trenerzy, których można znaleźć w niemal każdej lidze i którzy także wyrobili sobie bardzo dobra markę. Najważniejszym jest bez wątpienia José Mourinho, który do historii przeszedł przede wszystkim jako trener Chelsea, a potem z każdym kolejnym klubem jego gwiazda przygasała. Jego następcą miał być André Villas-Boas, ale nie spełnił pokładanych w nim nadziei, ani w Chelsea ani w Tottenhamie i do Europy musiał wracać przez Rosję i Chiny. W międzyczasie wielkiej rzeczy we Francji dokonał Leonardo Jardim – zdetronizował wielokrotnie bogatsze PSG i zarobił dla Monaco dziesiątki milionów, rozwijając talenty graczy takich jak Kylian Mbappé, Thomas Lemar, Fabinho, Keita Baldé. Jorge Jesus tytuły zdobywał z Benficą i Sportingiem, a ostatnio zdobył Copa Libertadores z Flamengo. Paulo Fonseca odnosił sukcesy z Bragą, zdobywał mistrzostwa Ukrainy dla Szachtara, a teraz ma za zadanie przywrócić blask AS Romie.

Obecnie nie ma jednak szkoleniowca bardziej uosabiającego portugalski sukces niż Nuno Espírito Santo, który poprowadził Wolverhampton do Premier League, a potem w pierwszym sezonie zajął z nim siódme miejsce, kwalifikując się do Ligi Europy. „Wilki” grają atrakcyjnie, szybko, bardzo intensywnie – dzięki czemu boją się ich kluby o wielokrotnie wyższych budżetach. Były rezerwowy bramkarz triumfującego w Lidze Mistrzów Porto zbudował zespół, w którym wszyscy pracują na wspólny sukces, pracując od własnego pola karnego do bramki przeciwnika, naciskając rywali od lewej do prawej linii bocznej – a to wszystko w bardzo rzadko spotykanym w Europie ustawieniu 3-4-3. Oczywiście kibice najbardziej podziwiają instynkt strzelecki Raúla Jiméneza, szybkość Diogo Joty, siłę Adamy Traoré, ale ten zespół ma gwiazdy w każdej linii – i weterana pociągającego za sznurki w środku pola w osobie João Moutinho. W szerokiej kadrze jest aż ośmiu Portugalczyków, dlatego tym bardziej ten klub jest portugalską ambasadą w tradycyjnie sprzymierzonej Anglii.

W kolejce czekają zresztą już kolejne trenerskie talenty, które na razie wyrabiają sobie nazwiska w rodzinnym kraju: Sérgio Conceição, Pedro Martins, Bruno Lage, Ivo Vieira. Rosną też nad Tagiem kolejni zdolni piłkarze, którzy chcą być już nie tylko jak Ronaldo, ale także João Félix czy Bruno Fernandes, którzy dopiero co zasilili kadry gigantów ze znacznie bogatszych lig.

***

Ciekawe zakończenie do tego tekstu dopisały rewanże 1/32 finału Ligi Europy rozgrywane w ostatnim tygodniu lutego. Grały w niej cztery drużyny z Portugalii i wszystkie odpadły: Braga z Glasgow Rangers, Sporting z Basaksekirem, Porto z Bayerem Leverkusen a Benfica z Szachtarem Donieck. Nie byli to zbyt łatwi przeciwnicy, ale te kiepskie wyniki mogą oznaczać, że tytułowa siła zespołów z Portugalii zaczyna maleć.

Podobne mecze:

    Brak podobnych meczów

Komentarze do tego wpisu: