Fiorentina – Torino 1:0

Ten mecz otwierający kolejne sezon Serie A nie był dobrą reklamą dla włoskiej piłki. Obie drużyny w miarę dobrze rozgrywały i broniły, ale brakowało konkretów i przyspieszenia – przez co porównania z Premier League na pewno wypadają gorzej. Jeden z niewielu przypadków podkręcenia tempa zakończył się zwycięską dla gospodarzy bramką – już w końcówce meczu. Mogło paść kilka bramek więcej, ale spotkanie było nudne, jak przystało na zespoły skazane na środek tabeli.

Torino bez wątpienia przyjechało się bronić. W atakach brało udział maksymalnie pięciu graczy gości, a wśród nich niemal nigdy nie było bocznych obońców, jakby na stale przywiązanych do defensywnych pozycji. Do przody często wybiegał debiutujący w nowej drużynie Linetty – jeden z wyróżniających się graczy. Poza nim na atakach koncentrowali się Belotti, Zaza (który zagrał bardzo słabo) i Berenguer, który też nie błyszczał.

Fiorentina wyraźnie próbowała wysokiego pressingu i częściej była przy piłce, nie była jednak w stanie zbyt często zaskakiwać głęboko broniących gości. Dwa razy stało się to po dokładnych centrach Biraghiego z leej strony, które lądowały na głowie czekającego na takie podania Kouame – który jednak raz strzelił niecelnie, a drugim razem świetnie jego strzał obronił Sirigu. Bardzo słabo w linii ataku prezentował się Ribery, który nie mógł sobie znaleźć miejsca, przepchnąć ani wyprzedzić przeciwników. Do przerwy słabo grał też Chiesa – który z równą uwagą przykładał się do obrony, co i do ataku.

Drugą połowę konkretniej zaczęli gospodarze, jednak po kilku zdecydowanych atakach, gda znowu „siadła”. Odpowiedzialność wziął na swoje barki Chiesa, który kilka razy po prawej stronie ogrywał Ansaldiego i robił zamieszanie w polu karnym. W 78. ograł Argentyńczyka i zacentrował po ziemi, a piłkę po drugiej stronie pola karnego dostał Castrovili i bez problemów strzelił na 1:0. W tej sytuacji zawinił też Izzo, który zdecydowanie powinien był kryć strzelca bramki.

Obaj trenerzy zmieniali kolejnych graczy, jednak efektów raczej nie było widać. Torino nie było w stanie przestawić się na ofensywę, a Fiorentina – przeprowadzić szybkiej kontry. Przy takiej taktyce piłkarze z Torino będą potrzebowali z przodu lepszego i bardziej rozgarniętego egzekutora na miejsce Zazy i przynajmniej jednego szybkiego gracza z przodu. Fiorentina musi przede wszystkim wiedzieć, jak chce grać – bo w premierowym meczy nie było widać w jej grze żadnego planu.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: