Sevilla – Inter 3:2

Lopetegui wygrał ten mecz dla Sevilli mimo że Inter prowadził już w piątej minucie, mimo że jeden ze środkowych obrońców (Diego Carlos) grał katastrofalny mecz, mimo że największa gwiazda zespołu (Ocampos) została umiejętnie „zabezpieczona” przez rywali, a potem musiała zejść z boiska. Wybrany przez trenera do pierwszego składu De Jong strzelił dwie bramki, a Diego Carlos, którego mimo żółtej kartki zostawił na boisko, zdobył zwycięską bramkę.

Przede wszystkim jednak hiszpański trener pokanał Antonio Conte w taktycznej grze w drugiej połowie, w której Inter dominował, rozgrywał, ale robił to zbyt wolno by zaskoczyć broniącą się Sevillę. Lopetegui wiedział, że jego przeciwnicy prędzej czy później popełnią błędy, które jego drużyna wykorzysta. Nie pomylił się, choć kilka razy zwycięskiego gola mogli strzelić mediolańczycy.

Jeśli druga połowa była szachami, to pierwsza była gonitwą, bez większego udziału taktyki. Już w 3. minucie po prostopadłym podaniu Lukaku pokazał szybkość i siłę, przepchnął Diego Carlosa, a potem dał mu się sfaulować w polu karnym i pewnie strzelił z 11 metrów. Wyrównanie padło już w 12. minucie, po ładnej akcji prawym skrzydłem, centrze Navasa i pięknej główce De Jonga, który zanurkował na wysokość może metra. W tej sytuacji „zaspał” Godín, który krył Holendra, a takża Handanović, wyjątkowo bardzo niepewny przez całe spotkanie.

Inter w pierwszej połowie grał lepiej: pressingiem odbierał piłkę przeciwnikom, jego akcje były ciekawsze. Brakowało mu jednak zdecydowania w okolicach bramki Bono. Martínez był zupełnie niewidoczny, Lukaku był przy piłce może pięć razy. W 33. minucie swoją drugą bramkę strzelił De Jong, znów głową i znów po dośrodkowaniu – ale tym razem z około 15. metrów, gdzie nie upilnował go Gagliardini. I znów na odpowiedź rywala nie trzeba było czekać długo – tym razem tylko trzy minuty, bo w 36. Godin w podobnej sytuacji (centra z rzutu wolnego) główką pokonał bramkarza Sevilli.

Cofnięta Sevilla po przerwie odpierała ataki Interu bez większego problemu. Dobre sytuacje bramkowe mieli tylko Gagliardini (zablokował go D. Carlos) i Lukaku (świetnie bronił Bono). Chwilę później decydującą bramkę strzelił przewrotką właśnie Carlos, a piłka do bramki zapewne by nie wpadła, gdyby nie odruch Lukaku, który trącił ją w (nie)odpowiednią stronę. W końcówce rezerwowi Moses i Candreva zmarnowali dobre sytuacje bramkowe. Poza nimi z ławki weszli Eriksen i Alexis Sánchez – nieco przygasłe pod rządami Conte gwiazdy.

Sevilla wygrała zasłużenie, choć nie zachwycała swoją grą. Ten mecz pokazał, że Inter Conte, mimo przynajmniej dwudziestki znanych nazwisk w składzie, jest drużyną bardzo niestabilną w obronie. Szczególnie broniąc rzuty wolne, rożne i skaczących do wysukiej piłki rywali. Tłumaczy to wiele w kontekście przegranej walki o mistrzostwo z również niezbyt zachwycającym Juventusem. I stanowi wyzwanie dla trenera przed następnym sezonem.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: