Barcelona – Atlético 2:2

Po niezbyt zachwycającym meczu i trzech bramkach z karnych oraz jednej samobójczej, Barcelona straciła kolejne dwa punkty do Realu i zaczyna się żegnać z mistrzostwem. Nie było w jej drużynie nikogo, kto sam rozstrzygnąłby mecz, tym razem nie był to nawet Messi, ani Griezmann, którego trener Setien posłał na boisko dopiero na minuty przed końcem.

Goście grali pewnie i nie ograniczali się tylko do ataków – jak to często bywało na Camp Nou pod wodzą Simeone. W ataku grał co prawda tylko Diego Costa, ale dobrze wspomagali go grający za jego plecami Carrasco i Llorente. Correa przez cały mecz ograniczał się na prawym skrzydle tylko do obrony. Akcje przez cały mecz napędzał przede wszystkim grający po lewej stronie Belg, który nawet mając przed sobą kilku obrońców przeciwnika, wiedział co robić. Dzięki temu wywalczył w 15. minucie rzut karny, którego najpierw zmarnował Costa, a (nieuzasadnioną) powtórkę wykorzystał Saúl Ñíguez.

Dla niefortunnego strzelca był to zresztą fatalny mecz, bowiem kilka minut wcześniej strzelił samobójczego gola po rzucie rożnym Messiego. Potem zmarnował jeszcze dwie sytuacje bramkowe, ale głównie pozostawał niewidoczny. W Barcelonie tę rolę pełnił Suárez, który jako jedyny zostawał z przodu i w pierwszej połowie koledzy bardzo często grali do niego długie piłki. W drugiej nie rzucał się w oczy. Jak zwykle największe zagrożenie dla bramki przeciwnika stwarzał Messi, który raz nawet trafił po pięknym strzale w poprzeczkę. Za mało dynamiczni byli na skrzydłach Semedo i Alba, a Puig, na którego kreatywność w środku pola liczyli fani gospodarzy, najczęściej podawał do tyłu.

Druga połowa zaczęła się od gola Messiego z karnego po minimalnym faulu Filipe na Semedo. Kwadrans później ten sam zawodnik faulował we własnym polu karnym Carrasco, i Saúl po raz drugi nie pomylił się z karnego – choć Ter Stegen był blisko piłki. Na środku pola Rakiticia szybko zmienił Sergi Roberto, ale wymiana dziesiątek podań w środku pola przez gospodarzy nie przynosiła skutku. Atlético radziło sobie z pressingiem Barcelony, ale grało zbyt wolno, by zaskoczyć jej obrońców. Nie zmieniło tego wejście na boisko João Féliksa, Moraty, Vitolo i Lemara – który jeszcze w 93. minucie mógł strzelić na 2:3, ale kompletnie zmarnował dobrą sytuację.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: