Inter – Milan 4:2

Po pierwszej połowie kibice Milanu byli zachwyceni i pełni optymizmu. Drugie czterdzieści pięć minut przyniosło cztery bramki dla gospodarzy i zupełną zmianę nastrojów. Zarówno rezultat do przerwy jak i po końcowym gwizdku były zasłużone. Po prostu Inter przespał pierwszą połowę, a w drugiej goście nie byli w stanie go już niczym zaskoczyć.

Piłkarze trenera Piolego atakowali od pierwszej minut z intensywnością, której nie byli w stanie powstrzymać gospodarze. Milan grał szybko, zdecydowanie i dzięki temu stwarzał wiele sytuacji strzeleckich swoim ofensywnym graczom: Rebiciowi, Castillejo, Çalhanoğlu, Ibrahimoviciowi, a także Kessiému, który bardzo aktywnie szukał okazji do strzału przed polem karnym. Ibrahimović często cofał się i próbował rozgrywać, albo przynajmniej wymieniać z kolegami z zespołu kilka podań – bo w polu karnym Interu miał niewiele miejsca.

Przewaga Milanu wynikała przede wszystkim z dobrej organizacji i waleczności w drugiej linii, w której szybko przejmowali piłkę, potem wymieniali jedno lub dwa podania i przenosili akcje na lewą lub prawą stronę. Intern zagroził bramce Donnarummy dwa razy – po rzucie rożnym i po pięknie rozegranej przez Lukaku kontrze, którą strzałem zakończył Vecino – trafiając prosto w bramkarza. Pierwszą połowę zakończyły dwie bramki dla gości. Najpierw w 40. minucie przy centrze Ibrahimović przeskoczył Godína i zgrał głową do Rebicia, który strzelił na 0:1. W doliczonym czasie gry po rzucie rożnym piłkę odbił Kessié, a szwedzki napastnik wykorzystał zagapienie się Škriniara i głową strzelił na 0:2. To był pierwszy w sezonie gol po stałym fragmencie gry stracony przez Inter.

Zaraz po przerwie nic nie wskazywało na zmianę sytuacji na boisku. Nadal przy piłce był Milan a trener Conte nie zmienił ani zawodników ani ustawienia Interu. Gospodarze mieli trochę szczęścia w 51. minucie, kiedy odbita piłka spadła pod nogi Brozovicia, a ten pięknym wolejem wpakował ją do bramki. Już dwie minuty później Milan stracił prowadzenie. Po prostopadłym podaniu raczej niewidoczny przez większość meczu Sánchez zgrał do tyłu, a Vecino strzelił na 2:2. Na kolejną bramkę fani Interu czekali do 70. minuty, kiedy po rzucie rożnym głową strzelił ją De Vrij. Tym razem zaspał Romagnoli, który pozwolił Holendrowi się wyprzedzić i oddać strzał z wysokości bioder. W 80. minucie rezerwowy Eriksen oddał z rzutu wolnego wspaniały strzał z 35. metrów, ale brakło mu szczęścia – trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Wynik ustalił w 93. minucie Lukaku – po centrze innego rezerwowego Mosesa i wygraniu walki powietrznej z Kjærem, który zachował się, jakby nie wierzył w sens przepychania się z napastnikiem Interu.

Nawet w drugiej połowie Milan zachował przewagę w posiadaniu piłki, ale w pomocy był już znacznie mniej zdecydowany. Bardziej agresywnie odbierał tam za to piłki Inter i przede wszystkim jego gracze w końcu wyglądali, jakby chcieli wygrać. Zmiany zawdzięczamy zapewne trenerowi Conte i pozwoliły one przezwyciężyć słabszy dzień obrońców Interu i wykorzystać słabości Milanu. Szkoda trochę zespołu gości, który pokazał dużą ambicję i przynajmniej ze stylu gry może być zadowolony. Dzięki porażce Juventusu, fani włoskiej piłki mogą liczyć na bardziej niż zwykle interesującą końcówkę sezonu, w której o mistrzostwo nadal walczą: Juventus, Inter i Lazio.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: