Real – Atlético 1:0

Już po kilkunastu minutach plany obu drużyn były jasne. Nie mogły zresztą być inne, bo gospodarze przewodzili tabeli i są na dobrej drodze do odzyskania mistrzostwa, a goście zmagają się z kryzysem, a w dodatku z kontuzjami pięciu podstawowych graczy. Właśnie dlatego, Atlético przyjechało oddać piłkę Realowi, bronić się na własnej połowie i kontrować najszybciej jak się da.

Do przerwy gracze trenera Simeone realizowali ten plan bardzo dobrze. Pomoc i obrona grały bardzo blisko siebie – i blisko pola karnego Oblaka. Gry goście odzyskiwali piłkę, starali się wymienić w środku pola kilka bardzo szybkich podań, które pozwalały wyjść któremuś z ofensywnych graczy na czystą pozycję. Takie sytuacje zdarzyły się w pierwszej połowie przynajmniej trzy razy. Nie wykorzystali ich Vitolo i Correa.

Wynikały zresztą w dużym stopniu z tego, że Real miał problemy ze stworzeniem zagrożenia dla bramki Oblaka. Gospodarze rozgrywali akcje przede wszystkim środkiem pola, a na bokach brakowało im siły przebicia. Co prawda posiadali piłkę, ale z samego tego faktu nie wynikało żadne niebezpieczeństwo dla broniących nisko gości. Kroos, Modrić i Isco wymieniali wiele podań, ale niebezpieczniej robiło się tylko kiedy grający wyraźnie po prawej Valverde przyspieszał. Benzema nie dostawał dobrych podań a boczni obrońcy bardzo rzadko włączali się do ofensywnych akcji.

Problemy swojego zespołu doskonale rozpoznał trener Zidane i nie zamierzał zwlekać z ich rozwiązaniem. Już w przerwie zdjął z boiska Kroosa i Isco, a weszli za nich dwaj skrzydłowi: Vinicius i Vazquez. W związku z tym Real zmienił ustawienie na 4-2-3-1, Modrić cofnął się by rozgrywać z głębi a zespół w końcu zaczął grac bokami – co szybko przełożyło się na problemy gości. Od początku drugiej połowy Real dominował jeszcze bardziej w posiadaniu piłki a już w 56. minucie prowadził po pięknym dryblingu Viniciusa i centrze Mendy’ego z lewej strony, do której bez problemu doszedł Benzema.

Nie dość że Atlético po przerwie nie było w stanie rozsądnie rozegrać piłki, to jeszcze kontuzji doznał grający dobrze przed przerwa Morata a zastępujący go Lemar grał fatalnie – zarówno w ataku jak i obronie. Real nie zamierzał się cofać i stale przyciskał gości, którzy w drugiej połowie ani raz nie zagrozili bramce Courtoisa. Simeone posłał na boisko najlepszych graczy z ławki – wracającego z Chin Carrasco i osiemnastolatka Camello. Więcej po prostu nie był w stanie zrobić. Zawiódł jeden z liderów zespołu – Thomas Partey, który kilka razy zagrywał zbyt ryzykowanie i stwarzał okazje dla przeciwników. To samo można powiedzieć o Vitolo, który marnował podania a w defensywnie nie udzielał się prawie w ogóle.

Mecz wygrał dla swojego zespołu Zidane rozsądnymi zmianami. Wygląda na to, że Atlético po raz pierwszy od długiego czasu zakończy sezon poza Ligą Mistrzów – i chyba nie ma w tym zbyt wiele winy jego argentyńskiego trenera. Raczej sporo pecha z kontuzjami, odejście kilku kluczowych graczy i konsekwencje długo odkładanej zmiany pokoleniowej, szczególnie w obronie.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: