Manchester United – Liverpool 1:1

Manchester United w tym meczu postawił liderowi twarde warunki, jednocześnie trafił na jego słabszy dzień i miał szczęście w decyzjach sędziego. Dzięki temu miał nawet duże szanse na zwycięstwo, ale w końcówce zawalił krycie w jednej, decydującej akcji. Dla drużyny Kloppa niepokojące rzeczy działy się w środku pola, gdzie mimo przewagi, nie był w stanie rozegrać zaskakującej akcji.

Mecz zaczął się od przewagi gospodarzy, którzy mieli w pomocy o dwóch graczy więcej. Rozgrywali dość długo piłkę, ale dopiero w 25. minucie oddał pierwszy groźny strzał – McTominaya z drugiej linii. Z przodu biegał tylko Rashford i przy dość statycznych akcjach po prostu nie miał szans na dostanie piłki. W największym stopniu wspomagał go James, biegający najczęściej po prawej stronie. Centr MU nie było zbyt wiele – tak jakby piłkarze doskonale wiedzieli, że na polu karnym ich jedyny napastnik nie ma szans w walce w powietrzu.

Po kwadransie na boisku panował coraz większy chaos. W środku pola obie drużyny co chwilę gubiły piłkę w sposób niegodny tak dobrych graczy. Na dobre wyszło to gospodarzom, którzy w 36. minucie wyszli na prowadzenie po centrze właśnie Jamesa i strzale Rashforda na pustą bramkę. Ta kontra poszła bezpośrednio po faulu na graczu Liverpoolu, który, mimo powtórki przeoczył sędzia, który generalnie puszczał bardzo ostrą grę i nie karał graczy kartkami gdy na to zasługiwali.

Po przerwie wyraźną przewagę (75%) w posiadaniu piłki mieli goście. Nie wynikało z tego dla nich zbyt wiele, bo MU w umiejętny sposób blokował im środek pola. Gracze Solskjaera cisnęli i walczyli o stracone piłki, nawet jeśli odbijali się od wyższych graczy jak piłka od ściany – tak było dwa razy w przypadku Jamesa. W drugiej połowie Klopp zmienił niewidocznych Wijnalduma i Origiego, a także Hendersona – na Lallanę. Właśnie ten gracz okazał się szczęśliwy i w 85. minucie wyrównał na 1:1 po centrze Robertsona z lewej i przepuszczeniu piłki przez trzech obrońców z Manchesteru.

MU wydaje się kontynuować trendy z kilku ostatnich lat. Najlepiej grają najmłodsi zawodnicy, którzy niedawno dostali szansę debiutu – jak James, McTominay i Perreira. Ci starsi – wielokrotnie drożsi w utrzymaniu – zawodzą. Dla zespołu Liverpoolu ten mecz może oznaczać początek gorszej passy. Ale taka musi w końcu przyjść po tym, jak wygrywa się osiem meczów z rzędu. O tym, czy rzeczywiście się zacznie, przekonamy się już w następny weekend.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: