Watford – Arsenal

Kibice Arsenalu mają prawo być zawiedzeni, bo po raz kolejny ich zespół pokazał na boisku naiwność i błędy, które popełniać mogą juniorzy – ale nie zawodowcy. Nie poradził sobie z nimi także trener Emery. Drugi z trenerów, Sánchez Flores, może być zadowolony z premiery po powrocie do Watfordu. Gdyby miał odrobinę więcej szczęścia, jego zespół miałby trzy punkty. Zasłużył na nie, bo przez większą część spotkania był lepszy.

Pierwsze piętnaście minut upłynęło pod znakiem przewagi Watfordu i kolejnych odważnych akcji z udziałem Deulofeu, który kilka razy próbował strzałów, które jednak pewnie bronił Leno. Gospodarze zaczynali pressing bardzo wysoko i odbierali piłki Arsenalowi zaraz przy linii środkowej. Najwięcej niebezpieczeństwa stwarzał na lewej stronie Katalończyk, ale dobrze radził sobie także na prawej Hughes – mniej przebojowy ale dokładniej podający piłkę kolegom. Niestety dla gospodarzy, brakowało wsparcia ze strony Graya, który do zejścia z boiska po przerwie, był kompletnie niewidoczny.

Zamiast zamienić przewagę na bramki, Watford pozwolił strzelić gościom dwie bramki „z niczego”. W 21. minucie piłkę na lewej stronie przejął Ceballos, podał do Kolašinaca, a ten zacentrował do Aubameyanga, który pewnie wykończył akcję. Po tej bramce goście zaczęli przeważać i wykreowali Aubameyangowi kolejne dwie sytuacje bramkowe. Pierwszej nie wykorzystał, ale drugą, po prostopadłym podaniu Özila i centrze Maitlanda, zamienił na gola. Jeszcze przed przerwą Guendouzi stworzył gospodarzom stuprocentową okazję po tym, jak „zakiwał” się przed polem karnym – ale znów z dobrej strony pokazał się Leno.

Na drugą połowę oba zespoły wyszły w tym samych składach. Watford pokazywał większe zaangażowanie – ale pierwszą bramkę wypracowali dla niego gracze Arsenalu. Najpierw kolejnym idiotycznym zagraniem we własnym polu karnym popisał się Guendouzi, a potem, po wznowieniu gry od bramki, Sokratis po prostu oddał piłkę Deulofeu, który podał do Cleverleya i było 1:2. Dla wszystkich zespołów grających przeciwko Arsenalowi to wskazówka: cisnąć jeszcze na polu karnym, bo ten zespół nie potrafi rozgrywać akcji od własnego pola karnego. Po tym golu Arsenal kompletnie stracił kontrolę nad środkiem pola i Watford atakował gdzie tylko chciał – lewą i prawą stroną albo środkiem. Emery zmienił zarówno Ceballosa jak i Guendouziego, ale niewiele to pomogło. Po drugiej stronie pozytywne efekty przyniosło wejście na boisko skrzydłowego Sarra, który na środku ataku radził sobie lepiej niż przyzwyczajony do tej pozycji Gray. Cały czas jednak atakami dowodził Deulofeu, który wypracował sobie i kolegom wiele dobrych sytuacji bramkowych.

Gola na 2:2 strzelił Pereyra, który zmienił Hughesa. W 80. minucie na linii pola karnego podłożył mu nogę David Luiz, po czym Argentyńczyk pewnie wykorzystał karnego. W ostatnich piętnastu minutach nadal przeważali gospodarze i dążyli do zwycięstwa – szczególnie Doucouré, który brał udział w każdej akcji i w doliczonym czasie gry zmarnował stuprocentową okazję po centrze Sarra z prawej.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: