Benfica – Porto 0:2

Już w trzeciej kolejce w Portugalii spotkały się dwa najbardziej utytułowane zespoły i oczywiści kandydaci do tytułu. Znacznie lepiej wypadki goście i zasłużenie wygrali. Byli silniejsi, rozsądniejsi w ataku i obronie, lepsi w powietrzu i lepiej wykorzystywali błędy przeciwnika. Benfica starała się pokonać ich szybkością i kreatywnością, ale na boisku brakowało im gracza klasy João Féliksa, który byłby w stanie błyskotliwie ograć kilku przeciwników i zagrać dokładne podanie lub strzelić z daleka.

Oba zespoły zaczęły w ustawieniu 4-4-2, nastawione na ataki skrzydłami i centry do wysokich napastników. Oba grały też bardzo szybko i próbowały po przejęciu piłki błyskawicznie posyłać do boju skrzydłowych, lub nawet napastników, prostopadłymi podaniami. Pierwsze 20 minut było dość wyrównanych, po czym bramkę dla Porto strzelił Zé Luís – po rzucie rożnym i fatalnej główce Ferro, który zamiast do przodu, trafił w plecy kolegi z zespołu. Mody napastnik Porto ładni z bliska pokonał bramkarza. Gospodarze próbowali szybko wyrównać, ale mimo dobrych skrzydłowych, nie byli w stanie dokładnie dośrodkować. Większość z centr Silvy i Pizziego było blokowanych przez rozgrywających świetny mecz Tellesa i Coronę – którzy nie angażowali się w ataki, sprawili, że o tym meczu obaj reprezentanci Portugalii nie będą chcieli pamiętać.

W środku pola porządku pilnowali cofnięty Danilo Pereira i młody Romário Baró, który często grał dokładne piłki i sam wchodził w linię obrony Benfiki. Z kolei w szeregach obronnych obaj doświadczeni środkowi obrońcy gości zagrali po profesorsku, nie dając szans na dojście do piłki De Tomasowi, który był przez cały mecz kompletnie niewidoczny. Seferović próbował szukać sobie miejsca na boku, ale nie dostawał zbyt wiele dokładnych podań. Porto grało węziej od Benfiki, ale mimo to było w stanie w odpowiednim momencie neutralizować niebezpieczeństwo po lewej i prawej stronie. Gospodarzom brakowało zresztą większego udziału bocznych obrońców w akcjach ofensywnych.

Krótko po przerwie mogło być już 0:2 po kolejnym błędzie Ferro i pięknym strzale Díaza z daleka. Swój zespół uratował jednak piękną interwencją Vlachodimos. Z czasem Porto miało coraz więcej okazji do kontr – bo Benfika dość nieudolnie starała się wszystkie siły przenieść do przodu. Pierwszą naprawdę dobrą okazję stworzyła sobie dopiero w 60. minucie, kiedy Seferović z kilku metrów strzelił obok bramki. Gospodarze mieli coraz większy udział w posiadaniu piłki, ale strzałów oddawali niewiele – nadal świetnie grała obrona Porto, w której sporo szczęścia miał Pepe, bo po ataku wyciągniętą nogą na Vlachodimosa powinien był dostać czerwoną kartkę. Rozstrzygnięcie zapadło w 87. minucie, kiedy grający z kontuzją Marega dostał piękne podanie od Uribe i z zimną krwią strzelił na 0:2.

Trudno wnioskować o całym sezonie z jednego meczu, ale gwiazdy Benfiki tym razem zagrały słabo i bynajmniej nie błyskotliwie. Błyskotliwie nie grało też Porto – ale za to doskonale wiedziało, co chce osiągnąć i było bezlitosne dla przeciwnika. Zwykle właśnie dzięki temu wygrywa się mistrzostwo. Trenerowi Lage brakło na ławce postaci mogących zmienić losy meczu.

Podobne mecze:

    Brak podobnych meczów

Komentarze do tego wpisu: