Tottenham – Leicester 5:4

Na zakończenie sezonu i pożegnanie Tottenhamu z Wembley widzowie obejrzeli prawdopodobnie najbardziej emocjonujący mecz w obu tych rozdziałach. Trudno w to uwierzyć, ale wynik mógł być jeszcze wyższy, bo napastnicy, pomocnicy a nawet obrońcy wjeżdżali w obronę przeciwnika jak w masło. Tottenham wygrał trzecie miejsce w tabeli, Leicester nie przegrał niczego, więc gdyby nie zbliżający się mundial, można by było powiedzieć, że wszyscy pojadą na wakacje zadowoleni.

Tak łatwy dostęp do obu bramek wynikał a) z luzów w środku pola obu drużyn b) mobilności ofensywnych pomocników c) rozprężenia w obronach. Na środku pomocy gospodarzy grało tylko trzech piłkarzy, z których Eriksen i Sissoko koncentrowali się na obronie. Leicester na środku miał tylko dwójkę, z której Silva biegał za piłką a Iborra spacerował bo boisku. Wyjątkowo kiepski dzień w grze defensywnej mieli też wszyscy boczni obrońcy – ci z Tottenhamu nadrobili to przynajmniej dobrą grą do przodu i trzema asystami.

Strzelanie zaczął już w drugiej minucie Vardy, głową, po rzucie wolnym Mahreza. Po kolejnych pięciu minutach było 1:1 – Simpson stracił piłkę na rzecz Lucasa, który odegrał go do Kane’a, który z kolei spokojnie strzelił obok Jakupovicia. Już w 16. minucie padł trzeci, ostatni gol pierwszej połowy – strzelił go Mahrez, po serii głupich błędów obrońców gospodarzy w polu karnym. Do przerwy jeszcze przynajmniej dwie bramki mógł (powinien był?) strzelić Leicester, ale wykazał się Lloris, który mimo czterech straconych goli, zagrał dobry mecz. Goście imponowali błyskawicznym rozgrywaniem akcji i wybieganiem do kontr wyuczonym na pamięć, jak za najlepszych czasów Ranieriego. Ich gra na pewno nie była nudna – o co wielu kibiców oskarżało trenera Puela.

Zaledwie dwie minuty po przerwie na 3:1 podwyższył Icheanacho, pięknie uderzając w okno z 20 metrów. Błąd w tej sytuacji popełnił Dier, grający znacznie poniżej swojego poziomu. W 49. było już 2:3 – Lamela strzelił z bliska po pięknej błyskawicznej kontrze czwórki graczy Tottenhamu. Na 3:3 wyrównał w 53. minucie Fuchs – odbijając do własnej bramki strzał Lameli/. Leicester stracił nie tylko kontrolę nad meczem, ale także chęć do kontrowania. W 60. minucie gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie – dzięki drugiej w tym meczu asyście Walkera i drugiej bramce Lameli.

Leicester się nie poddał. Po stracie czwartego gola przejął inicjatywę i dwa kolejne razy swój zespół ratował Lloris. Nie był w stanie tego zrobić w 73. minucie, kiedy Vardy dostał prostopadłe podanie i pięknie uderzył w okno krótkiego rogu. I znów Tottenham wyrównał po zaledwie trzech minutach. Kane swoją 30. bramkę w sezonie strzelił z pola karnego, znajdując wystarczająco dużo miejsca, by uderzyć w długi róg.

W każdych innych okolicznościach trenerzy (może poza Kloppem) rwaliby włosy z głowy i kazali trenować obronę przez następne dwa tygodnie. Na szczęście dla piłkarzy, był to ostatni mecz sezonu i nie miał dla ich zespołów nieprzyjemnych konsekwencji. Leicester i Puel pokazali bardzo duży potencjał (szczególnie biorąc pod uwagę liczbę kontuzji) a Tottenham nadal jest za mocny na czwarte a za słaby na drugie miejsce. Jeśli szefowie nie kupią mu latem przynajmniej jednej gwiazdy, Pochettino może zaczął myśleć o bogatszym pracodawcy.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: