Manchester United – Liverpool 2:1

Po dwóch niemal identycznych bramkach Rashforda, MU potwierdził opinię o słabej obronie Liverpoolu. Gospodarze bronili się wyjątkowo dobrze i w związku z tym nie znalazł potwierdzenia świetny atak zespołu Kloppa. Liverpool był przy piłce przez zdecydowaną większość czasu gry, ale zdołał zdobyć tylko jedną bramkę – dzięki samobójczemu strzałowi Bailly’ego. Mecz był interesujący ale nie porywający. Jeśli so końca sezonu MU nie zaliczy wpadek, może liczyć na drugie miejsce.

Mourinho wystawił jedenastkę bez Pogby, który dzień wcześniej doznał kontuzji, a także bez Lindelofa, w ostatnich meczach bardzo niepewnego. Zastąpił go wracający po kontuzji Bailly. Na środku pomocy po raz kolejny zagrał 21-letni McTominhay a na skrzydłach Rashford i Mata. Alexis Sanchez tym razem wyraźnie grał na środku, za plecami Lukaku. Wstawienie Rashforda na lewą stronę zdecydowało zresztą o wyniku. Młody Anglik w pierwszej połowie dwa razy (w 14. i 24. minucie) wykorzystał błędy Alexander-Arnolda i asysty Lukaku. Strzały były niemal identyczne – prawą nogą w długi róg – silne i precyzyjne.

Klopp posłał na boisko zespół bez Hendersona w pomocy i Matipa w obronie. Lovren tym razem nie popełnił wyraźnych błędów. Liverpool dominował na boisku, przynajmniej jeśli chodzi o liczbę wymienionych podań i czas przy piłce (w drugiej połowie ponad 70%). Goście mieli jednak problem z tworzeniem sytuacji strzeleckich. Nawet akcje prowadzone lewą i prawą stronę, gdzie teoretycznie powinno być więcej miejsca, nie kończyły się dokładnymi centrami. Jedna z nielicznych przyniosła gola w 66. minucie, kiedy Bailly piętą pokonał własnego bramkarza. Każdy napastnik za takiego gola otrzymałby masę braw – w przypadku obrońcy MU zademonstrował on tylko brak koordynacji ruchowej.

MU nie bawił się w długie rozgrywanie. Oba gole padły po wybiciach De Gei na głowę Lukaku i jego zgraniach do strzelca. Belg po raz kolejny pokazał, że może nie mieć za wiele do roboty przez cały mecz a i tak wykorzysta okazje, kiedy już się nadarzą. Pod tym względem dorównuje mu w Premier League tylko Harry Kane. Dużo pracy wykonywał Alexis, który czasami dryblował, ale przede wszystkim starał się szybko odgrywać do partnerów. Mata znów niczym nie błysnął. Świetnie zagrali za to obaj defensywni pomocnicy.

To przede wszystkim im kibice MU mogą zawdzięczać to, że Salah i Mane byli niemal niewidoczni. Bardzo dobrze zagrali też boczni i środkowi obrońcy, odcinając najlepszych strzelców LFC od podań i zostawiając im mało miejsca na przyjęcie, drybling czy strzał. Mimo to Liverpool wyglądał jakby po prostu jego piłkarze nie mieli za bardzo ochoty na grę. Nie zmieniły tego w żadnym stopniu ofensywne zmiany Kloppa – wejście: Lallany, Wijnalduma i Solanke. Goście atakowali jednostajnie, a na to jedenastka Mourinho była przygotowana.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: