Arsenal – Liverpool 3:3

W swoim stylu oba zespoły najpierw zdobywały przewagę, by potem lekkomyślnie ją trwonić. Szczególnie strata przez Liverpool trzech bramek w ciągu pięciu minut powinna sporo dać do myślenia samym piłkarzom jak i trenerowi Kloppowi. Mecz był wyjątkowo emocjonujący, ale było też w nim widać, że dzisiejsi przeciwnicy odstają poziomem od obu zespołów z Manchesteru i Chelsea – przede wszystkim brakuje im stabilności.

Przez całą pierwszą połowę lepszym zespołem był Liverpool, który szybko odbierał Arsenalowi piłkę i rozsądnie rozgrywał ją, to środkiem przez Coutinho, to rozrzucał na skrzydła. Działo się to mimo że już w 13. minucie z naciągniętym mięśniem musiał zejść z boiska Henderson i zastąpił go Milner. Gospodarze byli mniej agresywni w odbiorze a przede wszystkim sprawiali wrażenie, że nie wiedzą, w jaki sposób dostać się pod bramkę Mignoleta.

Gola na 0:1 padł po mądrym długim podaniu Milnera do Salaha i próbie centry Egipcjanina, po której piłka spadła na głowę Coutinho. Goście wygrywali zasłużenie i nie przestawali przeważać. Do przerwy powinno było być przynajmniej 0:2, ale po katastrofalnym błędzie Koscielnego, uratował swój zespół Cech. Liverpool miał też inne okazje. Jakkolwiek walecznie nie wyglądał Wilshire, wydawało się, że on i Xhaka w środku pola to za mało – Özil grał wyraźnie przed nimi, a obaj boczni obrońcy – niepewnie.

Na druga połowę nie wyszedł kontuzjowany przed przerwą Monreal. W 52. minucie zaczął się serial brake, które w ciągu sześciu minut padły cztery. Najpierw Firmino i Salah we dwójkę skontrowali przynajmniej dwa razy więcej przeciwników i Egipcjanin strzelił na 0:2. Już w kolejnej minucie Sanchez wykorzystał karygodne gapiostwo Gomeza w polu karnym i strzelił głową po centrze Bellerina. W 56. Xhaka strzelił z 27 metrów i mimo ogromnej siły uderzenia, Mignolet powinien był sparować piłkę – a wpadła do bramki. Wreszcie w 58. najpiękniejszą akcję meczu, po podaniu piętą Lacazette’a, wykończył Özil.

Liverpool podniósł się jednak i wyrównał w 77. – po tym jak Firmino znalazł karygodną lukę w obronie i dostał ładne podanie od Cana. Po emocjach zadowoleni mogą być przede wszystkim kibice. Zarówno Klopp jak i Wenger zobaczyli, jak niestabilne w obronie są ich zespoły. Z kolei piłkarze nie mogą być z siebie zadowoleni, bo jedni i drudzy tracili prowadzenie. Jeden punkt nie daje wiele jednej, ani drugiej drużynie. Strata do Chelsea rośnie, a niżej jest Tottenham, który pewnie w najbliższym czasie wyjdzie z dołka.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: