Arsenal – Leicester 4:3

Po pierwszym meczu nowego sezonu można powiedzieć, że… nie zmieniło się prawie nic. Arenal, jak zwykle, momentami zachwyca, przeważa, by następnie stracić bramki po błędach obrony i odrabiać straty w samej końcówce. Leicester może bronić się na własnym polu karnym i mieć 25 procent posiadania piłki a i tak jest w stanie wyjść na prowadzenie. Nie zmienił się też układ sił – londyńczycy wygrali, mimo że wyrównali na 3:3 dopiero w 83. minucie.

Ze zmian warto odnotować Seada Kolasinaca, który był bardzo widoczny w grze Arsenalu. Podobnie jak Bellerin, angażował się w każdą akcję ofensywną, a większość z nich szła właśnie lewą albo prawą stroną. W środku bardzo aktywny i lepszy niż Xhaka był Elneny i to on rozgrywał większość akcji. Özil zaliczył wiele pięknych podań, ale nie można powiedzieć, by rządził w pomocy Arsenalu. Dobrze zadebiutował Lacazette, który pierwszego gola w Premier League strzelił już w drugiej minucie swojego debiutu – głową po centrze Elneny’ego.

Nie zmieniło się to, że Arsenal nie potrafi utrzymywać prowadzenia. Piłkarze Wengera dali sobie strzelić gola po kontrze już w 5. minucie, a żeby było ciekawiej – zdobył go głową… Okazaki. Potem niemal przez cały czas przeważali gospodarze, pressingiem uniemożliwiając rozegranie sensownej akcji przeciwnikom. Mimo to, Leicester wyszedł na prowadzenie 2:1 po kontrze z 29. minuty, a gola strzelił Vardy – po dwóch długich podaniach i błyskawicznym rozegraniu kontry. Rozmowę w przerwie ułatwił Wengerowi Welbeck, który w doliczonym czasie strzelił na 2:2.

Po 10 minutach drugiej połowy było 3:2 dla gości. Vardy strzelił tym razem głową po centrze z rogu Mahreza i kolektywnym zaspaniu obrony Arsenalu. Piłkarzom z Londynu nie pozostało nic innego jak atakować – co robili do ostatniego gwizdka. Momentami zupełnie przejmowali kontrolę nad meczem, ale nie byli w stanie strzelić gola. Między innymi dwie świetne okazjie miał Özil. Wenger posłał na boisko: Girouda, Ramseya i Walcotta i dwaj pierwsi z nich strzelili po bramce, dając zwycięstwo w pierwszym meczu. Giroud – tak jak w poprzednim sezonie – mimo że siedzi na łąwce, nie traci skuteczności i ratuje swój zespół. Za te zmiany można trenera Arsenalu tylko podziwiać.

O zespole gości można powiedzieć, że nie wykorzystał okzji na zwyciestwo, którą ciężko sobie wypracował. Raczej zawiódł Morgan, po którym coraz bardziej widać zaawansowny wiek. Mahrezowi bardzo daleko do piłkarza sezonu sprzed dwóch lat, który umiał minąć każda obronę. Szczególnie w pomocy goście zupełnie oddali pole Arsenalowi – co zresztą nie było niespodianką. Nadzieją dla fanów jest to, że z teoretycznie słabszymi zespołami trzy bramki powinny wystarczyć do zwycięstwa. No i jeszcze Icheanacho, na którego transfer klub wydał trzydzieści milionów euro, a który w tym meczu tylko wszedł z ławki.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: