Atlético – Barcelona 1:2

Świetny, bardzo intensywny mecz, w którym Barcelona wygrała mimo że przez pierwsze 30 minut była miażdżona przez gospodarzy i mimo że ostatnio przegrała z PSG 0:4. Drużynie Simeone brakło trochę szczęścia, a trochę zimnej głowy przy rzutach wolnych.

No właśnie. Obie bramki dla gości padły po stałych fragmentach gry i ping-pongu w polu karnym. Rafinha i Messi znaleźli w tych sytuacjach luki w obronie madrytczyków i dali swojej drużynie wyjątkowo cenne trzy punkty. Standardowe role: Barcelona trzyma piłkę, Atlético “cierpi” odwróciły się, szczególnie w pierwszej połowie. Atlético stosowało bezkompromisowy pressing i wiele razy przejmowało piłkę jeszcze na połowie Barcelony, nie dając jej w ogóle rozegrac akcji. Mimo to Griezmann i Gameiro mieli niewiele naprawdę dobrych sytuacji bramkowych.

Gospodarze przejmowali też piłki na swojej połowie i wtedy zwykle błyskawicznie podawali do przodu, gdzie mieli dwóch lub trzech graczy. Na skutek takiej taktyki i waleczności drużyny Simeone, procent dokładnych podań obu zespołów oscylowała w okolicach 60 procent, co może być powodem do wstydu dla tak klasowych klubów. Pierwsza połowa zkończyła się bezbramkowo, w dużej części dzięki swietnej grze bramkarzy. Oblak i ter Stegen w ogóle nie popełnili w niej błędów.

Po przerwie Atlético nie zwolniło tempa. W efekcie już po siedmiu minutach Suárez i Griezmann mieli po jednej niewykorzystanej sytuacji bramkowej. Pierwszy gol dla Katalończykow padł w 64. minucie, po ich kilkuminutowej przewadze i kilku zablokowanych przez obrońców Atléti strzałów z pola karnego. Simeone zareagował wprowadzając na boisko Torresa za Carrasco. Jego zespół wyrównał po zaledwie sześciu minutach: Koke dośrodkował z rzutu wolnego, a Godin przeskoczył trzech (!) przeciwników i idealnie uderzył głową obok ter Stegena.

W końcówce było widać, że gospodarze nie mają już zbyt wiele sił. Mnożyły się faule i żółte kartki. Na boisko za Gameiro wszedł Correa, ale nie pokazał nic poza brutalnym faulem na Mathieu, który musiał zejść z boiska z kontuzją. W końcówce Barcelona zagrała już ultraofensywnie, bo za Francuza wszedł Digne, za Iniestę Rakitić, a za Sergiego Roberto – Andre Gomes. Ryzyko opłaciło się trenerowi Luisowi Enrique i w 87. minucie Messi strzelił na 1:2. Po tym golu Atlético nie było w stanie już zrobić niczego.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: