Liverpool – Borussia 4:3

Po tym meczu będzie się mówiło: “W futbolu nie ma rzeczy niemożliwych. Pamiętasz Liverpool – Dortmund z 2016?”. Ten mecz to uosobienie z jednej strony fantastycznego widowiska i zmian toku akcji jak w thrillerze, z drugiej katastrofalnych błędów graczy i trenerów, którzy grają pod wielką presją. Wygrali gospodarze – dzięki woli walki, motywacji trenera Kloppa i wsparciu z trybun.

Przed meczem zastanawiałem się, jaką taktykę przyjmie trener Tuchel i doszedłem do wniosku, że jego drużyna musi po prostu grać ofensywnie, pójść na wymianę z bardzo niepewnym w obronie Liverpoolem i strzelać bramki. Każdy remis ponad 1:1 dawał im bowiem awans. Nie spodziewałem się, że atakowanie pójdzie gościom tak łatwo. Już w 5. minucie gola strzelił Mikhtarian, dobijając strzał Aubameyanga. Chwilę później było 2:0 po podaniu Reusa i strzale Aubameyanga. Wysunięta do przodu obrona Liverpoolu (powolni Lovren i Sakho) nie miała szans dogonić jednego ani drugiego, co było wyraźnym błędem w taktyce Kloppa.

Drugim było zestawienie środka pomocy, gdzie nie mógł grać świetny ostatnio ale kontuzjowany Henderson. Milner i Can nie trzymali głębi, nie asekurowali swoich obrońców i myśleli przede wszystkim o atakowaniu. W rezultacie Borussia rozgrywała w środku jak chciała, a jej pomocnicy mieli wystarczająco dużo miejsca, by grać dokładne podania do Aubameyanga i na skrzydła. Plan taktyczny Tuchela okazał się idealny i w pierwszej połowie goście wypunktowali drużynę swojego poprzedniego trenera, która dodatkowo wyglądała na załamaną.

Na szczęście dla Liverpoolu, jego gracze rozpoczęli drugą połowę od gola. Strzelcem był Origi, który pewnie wykorzystał podanie Cana i błąd w ustawieniu obrony BVB. Wystarczyło jednak zaledwie 9 minut, a gospodarze przyjęli kolejny cios – po pięknym podaniu Hummelsa dużo miejsca w polu karnym miał Reus i precyzyjnie uderzył w długi róg na 1:3.

Od tego momentu zaczęła się tragedia Borussii. Klopp posłał na boisko Allena i Sturridge’a za apatycznych Lallanę i Firmino. Szybko przyniosło to efekty – Coutinho strzelił pięknie z 16 metrów po wymianie podań z Milnerem. Mecz stał się zupełnie chaotyczny, na czym korzystali przede wszystkim gospodarze, a czego nie byli w stanie opanować zbyt zmęczeni albo zdenerwowani goście. Zapewne chcąc uspokoić i poukładać grę na środku pomocy, Tuchel posłał na boisko Gündogana (za świetnie grającego wcześniej Castro) i Gintera, ale o wyniku nie zdecydowało rozgrywanie piłki, a centry i w pole karne. Pierwszą wykorzystał po rzucie rożnym Sakho, którego zupełnie zgubił Piszczek (krył go cały mecz, co było fatalnym pomysłem). Drugą, już w doliczonym czasie gry – Lovren, także zostawiony bez krycia w szesnastce.

Naprawdę trudno uwierzyć, w jaki sposób Dortmund stracił awans po tak zdyscyplinowanej i mądrej pierwszej połowie. Na pewno zemściły się przynajmniej dwie stuprocentowe okazje nie wykorzystane przez Aubameyanga, gdy obrońcy gospodarzy stracili zupełnie głowę. Liverpool nie miał początkowo do zaoferowania nic poza wolą walki, do której natchnął go niezmordowany kapitan Milner, który źle wypadał w defensywie, ale zaliczył dwie asysty i w ataku był wszędzie. W pewnym momencie gracze BVB zupełnie stracili głowę – a w improwizowaniu znacznie lepsi od nich byli gospodarze. Abstrahując od braku awansu do półfinału, ten mecz będzie plamą na dobrym sezonie Borussii i świetnej robocie wykonywanej przez trenera Tuchela. Dla Liverpoolu Kloppa będzie inspiracją do walki do końca – choć półfinałowy rywal odrobiną rozsądku może wykorzystać wielkie braki tego zespołu w grze obronnej.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: