Liverpool – Manchester City 2:1

MC przegrał drugi mecz z rzędu i znów był wyraźnie słabszym zespołem, szczególnie w obronie. Zamiast Clichy’ego i Demichelisa, Pellegrini wystawił Kolarowa i Mangalę, ale w niczym nie zwiększyło to pewności defensywy. Szczególnie, że Liverpool grał bardzo szybko i płynnie – atakował i bronił cały zespół. I choć gospodarze mieli wiele sytuacji bramkowych, zdecydowały dwa przepiękne strzały spoza pola karnego.

Pierwszy oddał Henderson, uderzając w 11. minucie prawą nogą, idealnie w okno. Asystę zaliczył Sterling, który tym razem był środkowym napastnikiem – przynajmniej w teorii, bo w każdej akcji ustawiał się gdzie indziej. Przez pierwszy kwadrans obrona MC popełniła szczególnie wiele błędów, a pomoc stale gubiła piłkę. Kompany nie jest już pewnym kapitanem, który naprawia błędy innych – a jego błędów nie ma kto naprawiać.

Z czasem gościom udawało się rozegrać kilka szybkich i dokładnych podań, za co powinni dziękować przede wszystkim Silvie. Nasri, podobnie jak w meczu z Barceloną, był bezużyteczny. Jedna z takich akcji zaowocowała bramką Dżeko, którą wypracował Agüero, który ściągnął na siebie wszystkich obrońców, biegnąc wzdłuż linii pola karnego. Do końca pierwszej połowy idealną okazję do strzelenia bramki miał jeszcze Lallana, po jedynym dobrym zagraniu Markovicia przed przerwą. Anglik strzelił jednak obok bramki.

Po przerwie posiadanie piłki wyrównało się, ale każda akcja Liverpoolu była groźniejsza niż ich przeciwników. Ciągła wymiana pozycji sprawiała obronie i pomocy MC wielkie problemy a liczba podań bez przyjęcia gospodarzy robiła wrażenie. Szczególnie błyszczał Coutinho – szybki, zdecydowany i dokładny. Brazylijczyk w 76. minucie uderzył z ok 20 metrów i znów piłka była poza zasięgiem Harta. Wkrótce na boisko wszedł Sturridge i on też miał świetną okazję do strzelenia bramki – strzelił obok. W końcówce mógł jeszcze wyrównać Silva, ale też nie trafił. Przez ostatnie dziesięć minut drużna Pellegriniego grała zupełnie bez wiary i nawet Yaya Toure bezsensownie tracił piłkę.

Wygląda na to, że chilijski trener będzie musiał już po raz drugi w sezonie zmagać się z kryzysem w swoim zespole. MC w dobrej formie pokonałby niedzielny Liverpool dwoma bramkami, bo trzyosobowa obrona Rodgersa nie jest bynajmniej pewna. Liverpool pokonał jednak rywali pracą zespołową, a w drużynie gości dobrze zagrali – znów – tylko Agüero i Silva. Słabo wypadli gracze, którzy zwykle prowadzą zespół do zwycięstw – Toure, Kompany i Zabaleta, nie mówiąc już o Kolarowie czy Mangali.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: