Lech – Wisła 2:3

Wisła wygrała zasłużenie, a Lech przegrał, mimo wszystko, po frajersku. To, że w ogóle było o co grać w drugiej połowie, gospodarze zawdzięczali fatalnej skuteczności Pawła Brożka, który przestrzelił trzy “setki”. Zastąpił go, dwukrotnie, Garguła. Po wielu zmianach w porównaniu z ostatnim meczem, piłkarze Lecha nie rozumieli się na boisku i nie pamiętali planu swojego trenera. Wisła grała szybko i drużynowo, choć też popełniła sporo błędów.

Mecz zaczął się od przewagi Lecha. Poznaniacy trzymali piłkę i stworzyli sobie świetną sytuację na 1:0. Teodorczyk po fatalnej stracie Wisły i rozegraniu Hämäläinena dobrze ustawił sobie piłkę, ale strzelił bardzo niedokładnie. Wisła otrząsnęła się po kwadrancie – i z pierwszej dobrej sytuacji od razu strzeliła gola. Najpierw z lewej wchodził Garguła, jego podanie opanował na prawej Burliga i najpierw strzelał, a potem wycofał na 10. metr, skąd spokojnie strzelił Garguła.

Od tego momentu nie było drużyny Lecha, tylko popełniający błędy piłkarze. Wisła mogła i powinna była strzelić do przerwy jeszcze trzy bramki, za co pochwalić i winić można Pawła Brożka. Pochwalić – bo dobrze się ustawiał a winić – bo zmarnował wszystkie trzy “setki” po podaniach Stilicia i Boguskiego. Na szczęście dla gości bramkę w 29. minucie strzelił jeszcze raz Garguła – po wejściu lewą stroną i podaniu Boguskiego. Schodząc na przerwę, zawodnicy Lecha zostali wygwizdani.

Na drugą połowę nie wyszli Teodorczyk (bo był nieaktywny i nieskuteczny) i Loverencics (za straty w środku pola). Wisła nastawiła się na agresywny pressing w środku pola i na kontry (jak w pierwszej połowie). Lech w ataku nie wyglądał dużo lepiej niż przed przerwą, ale szybko strzelił gola z karnego, po nieudanej obronie i faulu Buchalika. Chwilę później w fatalny sposób stracił piłkę Dudka i było blisko 2:2 – ale w ostatniej chwilę piłkę Kownackiemu zabrał Głowacki. Lech przejął inicjatywę i wyrównał – dzięki pięknemu strzałowi Douglasa z 20 metrów. I gdy wydawało się, że Wisła przegra wygrany mecz, rezerwowy Guerrier w 87. minucie najpierw źle przyjął podanie Boguskiego, a potem wykorzystał odbicie piłki przez Wołąkiewicza i strzelił między nogami Buricia do bramki.

W Wiśle świetnie zagrał Boguski, który rozgrywał i wbiegał skrzydłami, jak jeszcze za czasów gry w Bełchatowie, a poza tym odbierał piłkę jakby uczył się tego od Sobolewskiego. Stilic był aktywny i większość z wielu piłek, które dostawał, wykorzystywał na korzyść drużyny. Pewnie w obronie i momentami niebezpiecznie w ataku grali Sadlok i Burliga. Ale przede wszystkim Wisła grała zespołowo.

Natomiast Lech nie potrafił wykorzystać swojej przewagi technicznej i dość przypadkowego środka pola Wisły. Poznaniacy uparcie atakowali skrzydłami i z 30 dośrodkowań nie strzelili bramki. Mieli zresztą też sytuacje po prostopadłych podaniach, ale ich nie wykorzystali. Najlepiej w zespole trenera Rumaka zagrał chyba Arajuuri, ale musiał zejść z boiska po kontuzji pleców w 68. minucie. Poza nim defensywa Lecha zagrała bardzo źle i właśnie nad nią i zgraniem całego zespołu powinni pracować lechici na treningach.

Podobne mecze:

    Brak podobnych meczów

Komentarze do tego wpisu: