Manchester City – Chelsea 0:1

Przed meczem można się było spodziewać gry na 0:0 ze strony Chelsea. Goście jednak nie unikali kontrataków, grali szybko i dokładnie. Przeciwko MC w najwyższej formie i najmocniejszym składzie mogło by to nie wystarczyć na remis, ale ekipie Pellegriniego wciąż zdarzają się słabsze mecze. Decydujący był jednak brak dwóch liderów: Fernandinho w pomocy i Aguero w ataku. Kontuzjowanych nie byli w stanie zastąpić Demichelis ani Džeko.

Argentyńczyk, mimo że zaczął dobrze, z każdą minutą miał coraz więcej problemów. W grze do przodu nie był nawet w połowie tak przydatny jak Fernandinho, a z tyłu także dawała znać jego nieruchawość. Decydujący gol padł właśnie po tym, jak Demichelisa zabrakło przed polem karnym i stamtąd niespodziewanie uderzył Iwanowić. Mimo najmocniejszej chyba ławki w całej lidze, okazało się, że gra dwoma napastnikami w 4-4-2 wymaga dwóch uniwersalnych środkowych pomocników, jak Toure i Fernandinho. Pewnie następnym razem Pellegrini będzie wolał w takiej sytuacji posłać na boisko Rodwella.

Ale problemy gospodarze mieli nie tylko na środku pomocy, gdzie pilnować trzeba było przede wszystkim Williana (bo Ramires trzymał się prawej strony) ale także Hazarda. Belg stwarzał niebezpieczeństwo wszędzie, gdzie się pojawiał i dał szczególnie bolesną lekcję Zabalecie. Ten obrońca, zwykle bardzo solidny i dodatkowo prowadzący swoją stroną ataki, był tym razem wkręcany w ziemię. Łatwiej miał Kolarow, który dzięki temu w grze do przodu był tym razem efektywniejszy niż obaj napastnicy. Negredo nie był w stanie przyjąć prostych piłek, odegrać ich dokładnie, natomiast Dżeko nie dochodził do sytuacji strzeleckich.

Można by długo jeszcze wymieniać słabości MC w tym meczu, ale warto się skupić na błyszczących graczach Chelsea. Klasą dla siebie był Hazard, którego każdy atak kończył się niebezpieczeństwem pod bramką Harta. Nie tylko wygrywał wszystkie dryblingi, ale też podejmował dobre decyzje przy podaniach. Poza nim fantastycznie ze swoich zadań wywiązywał się nowy na Bridge Matic – który w środku pola wygrał bardzo fizyczną walkę z Toure, przeszkadzał Silvie, a nawet był o kilka centymetrów od fantastycznej bramki – gdy piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Świetny był też w obronie Cahill – zawsze ustawiony we właściwym miejscu i niebezpieczny pod bramką przeciwnika.

Ekipa Mourinho zabłysła jednak przede wszystkim współpracą. Dzięki temu, że w każdej akcji, na swojej i przeciwnika połowie, londyńczycy działali razem, nie było wśród nich słabszego ogniwa. Menedżer z Portugalii zdążył już po swoim powrocie wyrzucić z drużyny Matę, najlepszego gracza poprzedniego sezonu, zatrudnić wracającego z egzotycznej emerytury Eto’o, kupić kolejnych dwóch ofensywnych pomocników, ale atmosferę w zespole wydaje się mieć odpowiednią, i to mimo że Lampard i Terry nie grają w każdym meczu. Nawet jeśli na konferencjach wygaduje głupoty, na ostatnie mecze układa zespół i motywuje zawodników w odpowiedni sposób. W styczniu na 18 punktów zdobyli dla niego 16.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: