Everton – Chelsea 1:0

Everton odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie w pojedynku z bardzo silnym, przynajmniej teoretycznie, rywalem. Na boisku piłkarzom Chelsea brakowało bardzo wiele do mistrzowskiej formy, przede wszystkim szybkości w rozgrywaniu akcji i błyskotliwości, której można by oczekiwać po zespole z największym zbiorem utalentowanych ofensywnych pomocników. Gospodarze zagrali za to solidnie i wykorzystali słabość przeciwników.

Nowego menedżera Evertonu może cieszyć szczególnie świetna gra Barry’ego w debiucie. Wypożyczony z MC gracz wzorowo “czyścił” środek pola opuszczony przez Fellainiego i zostawiał dużo miejsca na grę w ofensywie Barkleyowi – który pewnie będzie kolejnym wielkim transferem z Evertonu. Co prawda młody rozgrywający kilka razy miał zbyt niekonwencjonalne pomysły i w efekcie tracił piłkę, sprawiał też dużo problemów przeciwnikom. Bardzo dobrze wypadł Mirallas, łączący przebojowość skrzydłowego z instynktem napastnika, a Naysmith i Jelavić, choć nie zachwycili, wspólnie dali gospodarzom kluczową bramkę.

W zespole gości zawiedli przede wszystkim Eto’o i Schürrle. Pierwszy nie wykorzystał świetnej sytuacji w pierwszej połowie i był zbyt mało aktywny. Drugi – choć ciężko pracował, nie strzelił bramki i nie podawał do lepiej ustawionych rywali. Wystawienie (i w ogóle zatrudnienie) Kameruńczyka i ustawienie gry pod Niemca to błędy Mourinho tyczące się konkretnych graczy, ale Chelsea zawiodła przede wszystkim grą zespołową – brakiem pomysłu i szybkości w grze do przodu. Pewnie swoje zdanie na ten temat mają Torres i inni gracze posadzeni na ławce i przed złą atmosferą w zespole menedżera ochronić mogą tylko dobre wyniki.

Jedyna bramka padła w doliczonym czasie pierwszej połowy, po centrze Colemana, zgraniu głową Jelavicia i główce z bliska Naysmitha. Akcję rozpoczął Barkley, a nie popisali się przy niej wszyscy obrońcy CFC. W drugiej połowie jedenastka z Liverpoolu nie ograniczała się do obrony i kontrowania. Ramires nie mógł wychodzić zbyt często do przodu, bo musiał pilnować Barkleya. Ofensywne zmiany Mourinho: wejście Lamparda, Oscara i Torresa nie przyniosły sytuacji strzeleckich, bo zespół był zdezorganizowany.

Londyńczycy w końcówce mogli jeszcze stracić bramkę, bo z wolnego w końcówce Baines trafił w poprzeczkę. Po czterech kolejkach Everton ma na koncie sześć punktów, co pod wodzą Moyesa, z Fellainim w składzie nie było by złym wynikiem. Duży problem ma za to Mourinho i przed kolejnymi meczami będzie musiał zastanowić się nie tylko nad sposobem gry, ale także doborem graczy.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: