Eintracht – Werder 4:1

Eintracht wygrał zasłużenie, przede wszystkim ze względu na słabości Werderu w defensywie. Po pierwszej połowie było 0:0, po 54 minutach – 1:1 i jeszcze w tym momencie mecz mógł się skończyć każdym wynikiem. Potem jednak po pierwsze drużyna Veha pokazała, że zagrożenie pod bramką przeciwnika tworzy wielu jej zawodników. Z kolei Werder po pierwsze popełnił kilka poważnych błędów w obronie, po drugie – zaprezentował brak wiary w zwycięstwo we Frankfurcie.

W pierwszej połowie przewagę miał Eintracht, który najczęściej atakował bokami, szczególnie lewym, z którego świetnie dośrodkowywał Oczipka. Inui próbował sobie wtedy szukać miejsca w polu karnym, podobnie jak Aigner i Meier. Goście w ataku liczyli przede wszystkim na De Bruyne’a, który od początku do końca meczu szukał sobie pozycji między lewą a prawa linią boczną i do którego trafiało dużo długich podań z obrony. Dość aktywny był też Petersen i nawet strzelił bramkę – której sędzia bezpodstawnie mu nie uznał.

Pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym remisem. Wydawało się, że jeszcze przed gwizdkiem na przerwę któryś z graczy wyleci z boiska, bo akurat w tym momencie wszyscy zaczęli grac bardzo agresywnie. Zambrano, który świetnie organizował grę defensywną Eintrachtu, też dostał kartkę i raz czy dwa razy mógł nawet dostać drugą i wylecieć z boiska. Miał szczęście, a piłkarze znad morza nie potrafili tego wykorzystać.

Druga połowa zaczęła się golem dla gospodarzy. Zacentrował, po raz kolejny w tym meczu, Oczipka, a w polu bramkowym Proedl dał się przeskoczyć Meierowi i pozwolił mu strzelić głową do siatki. Austriak już po minucie mógł naprawić swój poważny błąd i wyrównać, ale jego strzał świetnie obronił Trapp. Po pięciu minutach było 1:1. Gola zdobył precyzyjnym strzałem głową Petersen a na jeszcze większe brawa zasłużył Arnautovic, który wypracował bramkę i ładnie zacentrował.

Werder nie potrafił utrzymać dłużej piłki i już wkrótce został za to ukarany. W jednej z kontr Schwegler zdecydował się na strzał z dystansu i piłka po 22 metrach lotu wpadła niemal dokładnie w okno bramki Mielitza. Werder zdążył tylko wznowić grę, oddać piłkę gospodarzom i już przegrywał 1:3. Lewą stroną w pole karne wszedł Occean i dośrodkował, a w polu karnym zamiast wybić piłkę, poślizgnął się Schmitz i pozwolił z bliska strzelić Aignerowi.

Drużyna Schaafa ruszyła do ataku, ale grała niedokładnie i wolno. Eintracht miał kolejne okazje na gole z kontry, ale wykorzystał jedną z nich dopiero w 90. minucie, kiedy prostopadle podanie Junga wykorzystał Inui.
Eintracht potwierdził swoją dużą klasę i wysoką formę w tym sezonie. Werder przegrał wyjątkowo łatwo, choć momentami było widać pozytywy w grze ofensywnej, przede wszystkim De Bruyne’a i Arnautovicia. Za to Elia był zupełnie niewidoczny a Junuzović gubił piłkę i nie odbierał jej. Z taką wiarą we własne umiejętności (trochę jak Borussia Dortmund) i szybką grą w ataku, zespół z Frankfurtu może dowieźć miejsce pucharowe do końca sezonu,

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: