Liverpool – Manchester United 1:1

Ten mecz chyba nie do końca spełnił oczekiwania kibiców. Konkretniej: spełniła je przede wszystkim druga połowa. Liverpool był nieco lepszy i pewnie dowiózłby prowadzenie do końca, gdyby Ferguson nie posłał po przerwie na boisko swoich najlepszych zawodników. Po wyrównaniu gospodarze zaatakowali z furią i do ostatniego gwizdka mecz świetnie się oglądało – szkoda, że tak krótko.

W podstawowym składzie Liverpoolu pojawił się Gerrard – pierwszy raz od czasu ostatniej kontuzji. Grał bliżej prawej linii, a Adama – lewej, zaś za ich plecami – znacznie bardziej defensywnie zorientowany Lucas. Goście wyszli na boisko bez zmęczonych (?) meczami reprezentacyjnymi gwiazd: Naniego, Rooneya, Hernandeza, Andersona, Valencii, Vidicia. W środku pomocy zagrali Fletcher i Jones – i tu zdecydowanie brakowało MU umiejętności i kształtowania sposobu gry. Obaj skupiali się na defensywie.

Liverpool często grał długie podania na boki do Downinga i Kuyta. W ataku bardzo aktywny był Suárez, który przytrzymywał piłkę, dryblował, ale swoją najlepszą sytuację bramkową zmarnował w 34. minucie – przegrał pojedynek z De Geą. Goście skupiali się na pressingu, a sami rozgrywali piłkę dość wolno. Pod koniec pierwszej połowy mieli przewagę w jej posiadaniu: 58:42 procent. W ofensywie niewidoczni byli Young, Park i Giggs.

Po przerwie przewagę osiągnęła drużyna Fergusona – ale nie stworzyła sobie dobrych sytuacji bramkowych. Bliżej zdobycia gola był Liverpool, także dzięki aktywnej grze Suáreza z przodu. Gol padł dopiero w 68. minucie, po faulu na Adamie. Gerrard strzelił z wolnego przez mur i De Gea nie miał szans na obronę. Gola liverpoolczycy zawdzięczają Giggsowi, który odsunął się ze swojego miejsca w murze. Już minute później na boisku pojawili się Rooney i Nani, by uporządkować grę i wspomóc zagubionego w ataku Wellbecka.

Manchester mógł wyrównać już w 79. minucie, ale sędzia nie odgwizdał ręki Enrique na polu karnym. Wyrównanie padło w 81 minucie – po centrze z rożnego, zgraniu Wellbecka i główce Hernandeza, który wszedł z ławki kilka minut wcześniej. Liverpool ruszył do ataku i stworzył jeszcze kilka okazji bramkowych. Najlepszą zmarnowali Kuyt, którego strzał świetnie obronił De Gea i Škrtel, który z 5 metrów strzelił w komiczny sposób wysoko nad poprzeczką.

W grze Liverpoolu na pewno zabrakło szybkich kontr, do których były okazje po wielu stratach MU w środku pola. Gdyby po przejęciu piłka szybciej trafiała do Suareza, pewnie wykorzystałby którąś z szans.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: