Manchester City – Tottenham 0:1

Świetny mecz na finisz sezonu – dla wszystkich z wyjątkiem fanów MC. Mimo że zespół Manciniego pokazał niezłą grę, wyraźnie sporo mu brakło by pokonać Tottenham. Goście grali rozsądnie i jednocześnie z wielkim zaangażowaniem. Mogli zremisować, ale mieli w składzie świetnego tego dnia Croucha, który dwa razy nie miał szczęścia, ale za trzecim wykorzystał jedyny błąd Fülöpa. Tottenham po raz pierwszy w Lidze Mistrzów.

Pierwszy kwadrans to duża przewaga gospodarzy, w których zespole na pierwszy plan wybijał się Tevez. Argentyńczyk grał wyraźnie za Adebayorem, czekając na podania z tyłu i rozpoczęcie akcji ofensywnej. Wiele razy pokazywał przyspieszenie, drybling i przegląd pola, jednak kolektyw obrony londyńczyków był lepszy. Tevez miał za mało wsparcia ze strony Adebayora, Bellamy także nie spisywał się rewelacyjnie. Johnson kilka razy “mieszał” obroną Redknappa, ale słabł potem z każda minutą.

Po piętnastu minutach do kontrataku przeszedł Tottenham. Redknapp wrócił do ustawienia z Modriciem na środku i Huddlestonem za jego plecami, które przyniosło sukcesy w meczach z Arsenalem i Chelsea. Chorwat nie był w tym spotkaniu wyjątkowo aktywny, ale przyzwoicie wspomagali go o baj skrzydłowi. Poza tym cały czas na piłki od obrońców czekali Defoe i Crouch, którzy bardzo pomagali kolegom z pomocy przy rozbijaniu akcji MC. Tottenham strzelił nawet bramkę w 21. minucie, ale padła ona po tym, jak strzelec King sfaulował Barry’ego.

Na pochwały zasłużyła cała obrona Tottenhamu. King i Dawson pewnie się ustawiali i kryli Adebayora i Teveza. Assou-Ekotto i Kaboul też byli zawsze na miejscu by zablokować Johnsona i Bellamy’ego. Kameruńczyk kilka razy bardzo niebezpiecznie atakował lewą stroną i centrował, a Francuz zaliczył asystę przy bezcennej bramce Croucha z 82. minuty. Gomes przynajmniej 3 razy uratował swój zespół przed stratą gola – w naprawdę trudnych sytuacjach.

Zaangażowanie i wiara we własne możliwości – tym na pewno górował czwarty zespół tego sezonu nad MC. Mimo ciągłych sprintów Teveza, udanych wślizgów Zabalety czy DeJonga, Tottenham wyglądał na podporządkowany jednemu celowi i w dodatku wiedzący, jak go osiągnąć. Gra gospodarzy nie była tak pewna i w drugiej połowie momentami wyglądali oni na pogodzonych już ze swoim losem. Porażka może też przypieczętować los Manciniego jako trenera. Kolejne góry pieniędzy pójdą na jego odprawę i na pensję dla nowego menedżera z najwyższej półki. O nowych piłkarzach aż szkoda mówić…

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: