Chelsea – Manchester United 1:0

Wyrównany mecz, stojący na (co oczywiste) wysokim poziomie. Brakowało emocjonujących akcji, sztuczek technicznych – ale za to można “obwinić” piłkarzy środka pola, którzy dobrze spisywali się w defensywie. Zdecydował rzut wolny Lamparda i gol, którego strzelili głową “na spółkę” Terry i Anelka. Chelsea powiększa przewagę i spokojnie, pod okiem sternika Ancelottiego, żegluje w stronę mistrzostwa.

Ferguson zdecydował się wystawić w ataku tylko Rooneya, który tym razem nie schodził często na boki i do tyłu, raczej czekał na długie prostopadłe podanie i piłki z boków. Najwięcej gry ofensywnej mieli “robić” Valencia i Giggs, ale obaj zagrali słabo. Na środku pola wyróżnili się Anderson, Fletcher i Carrick – bardzo umiejętnie rozbijali ataki gospodarzy, obstawiali pomocników Chelsea – ale gorzej radzili sobie w ataku. Nowi ofensywni gracze weszli na boisko dopiero w końcówce: Obertan i Owen, którzy nie zdołali stworzyć klarownej okazji do strzelenia bramki.

W zespole Ancelottiego wyróżnił się na początku Ivanović, który w sposób niezwykły jak na stopera przesuniętego na bok obrony, wbiegał z piłką prawą stroną. Słabo zagrał Deco, który zasłużył na zmianę w 70. minucie i niewiele wnosił do akcji ofensywnych. Najlepszym graczem na boisku był Essien – który bardzo inteligentnie się ustawiał przed środkowymi obrońcami, często przejmował piłkę i dokładnie zagrywał do przodu lub sam wyprowadzał akcję. Solidnie zagrali Anelka i Carvalho, za to tym razem nie udzielał się w ofensywnie Ashley Cole – możliwe że na wyraźne życzenie swojego szefa.

Manchester grał lepiej przez większą część pierwszej połowy – broniąc się na swojej połowie, naciskając londyńczyków rozgrywających piłkę, próbując szybkich akcji. Już w ósmej minucie goście byli bardzo bliscy strzelenia pierwszej bramki – ale sędzia Atkinson bezpodstawnie odgwizdał spalonego po pięknym podaniu Andersona do wychodzącego zza linii obrońców Rooneya. Do przerwy Chelsea grała bardzo dużo podań w środku pola, ale brakowało tym akcjom przyspieszenia koniecznego by wejść w pole karne. Gdy dynamiczną akcję przeprowadził prawym skrzydłem Anelka, Ballack po jego centrze powinien był strzelić bramkę – ale po prostu się “machnął”.

Od początku drugiej połowy przeważali gospodarze – ale bez konkretnych efektów. W 72. minucie bardzo blisko czerwonej kartki był Evans, który kopnął w wyskoku w brzuch Drogbę. Sędziowie tego nie zauważyli, popełniając drugi poważny błąd. Po chwili padła bramka (faul, po którym podyktowano rzut wolny, był dyskusyjny). W końcówce starali się Valencia, Rooney, Owen i Obertan, ale brakło im przebojowości. Równie sprawiedliwy w tym meczu byłby remis. Nie było to tak wyjątkowo emocjonujące spotkanie, jak się zapowiadało.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: