Wolfsburg – Stuttgart 2:0

Jeden z ciekawszych meczów, jaki mógł się przydarzyć na inaugurację 46. sezonu Bundesligi. Wszyscy się zastanawiają, czy Wolfsburg bez Magatha poradzi sobie z obroną tytułu i czy Stuttgart bez Gomeza, z Babbelem zaangażowanym w klub tylko przez połowę tygodnia, utrzyma się w czołówce. Po tym meczu odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: bardzo możliwe, a na drugie: będzie ciężko.

W zespole gospodarzy świetnie grali środkowi pomocnicy: ofensywny Misimović i defensywny Josué. Brazylijczyk znajdował się na boisku zawsze w tym miejscu, w które szło podanie od gracza VfB. Rozpoczynał każdą akcję swojego zespołu i robił to z dużym wyczuciem. Może przesadzał trochę z faulami, ale wyszło to jego drużynie na zdrowie. Misimović strzelił piękną bramkę i od początku do końca pokazywał, że 20 asyst z poprzedniego sezonu to nie był przypadek. Bardzo aktywni w ataku byli Džeko i Grafite: wymieniali się pozycjami, schodzili często na boki, czasem prowadzili długo piłkę i z tym nie mogli sobie poradzić obrońcy ze Stuttgartu, strzelali z dystansu. Wolfsburg atakował głównie skrzydłami.

Goście z rozgrywaniem akcji radzili sobie znacznie gorzej. Dawał im się we znaki wytrwały pressing “Wilków” i chyba także brak zgrania z Hlebem, który pierwszy został zmieniony. Po nim z boiska zeszli jeszcze bardzo anemiczny Cacau i niewidoczny Gebhart. Krótko przed końcem musiał jeszcze zejść Träsch, który chyba złamał nadgarstek. Przyzwoicie wypadł za to debiut Pogriebniaka, który starał się wybierać proste i skuteczne rozwiązania: podawał dokładnie, dryblował pewnie, ale nie wypracował sobie stuprocentowych sytuacji. Najlepszy w swojej drużynie i w ogóle na boisku był Lehmann, który uratował zespół Babbela od przynajmniej 3 bramek.

Ogólnie mecz był wyrównany, z przewagą jakościową po stronie Wolfsburga, przede wszystkim jego ustawionej w romb pomocy. Gospodarze mieli też przewagę w grze obronnej – a VfB stracił bramki w sytuacjach, gdy większa szybkość i zdolność przewidywania Hitzlpergera i Tasciego mogły im zapobiec. Wygląda na to, że trener Veh starał się zachować jak najwięcej reguł w drużynie jeszcze z poprzedniego sezonu. Nowy w kadrze Ziani sprawdził się w stu procentach. Świetny mecz rozegrał Benaglio, który miał sporo pracy i kilka razy wykazał się bardzo trudnymi interwencjami.

Podobne mecze:

Komentarze do tego wpisu: